Romowie.info - Z punktu widzenia Innego

Z punktu widzenia Innego

Wprost
Poznań
07/13-06-2010 T. / Nr 24

Z punktu widzenia Innego


Poprawność, głupcze, poprawność!
Profesorka Uniwersytetu Warszawskiego, etyczka, filozofia, publicystka. Ostatnim słowem pilota, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem, było „kurwa", jego kolega kilka minut wcześniej wyraził poważną obawę o udane lądowanie, mówiąc „kurwa mać". Ich znajomy na ziemi, pilot, który informował o warunkach lądowania, powiedział „pizda jest", jakby określenie „duża mgła" nie było wystarczająco zrozumiałe. Ten obyczaj językowy panuje nie tylko w samolotach i nie tylko w sytuacjach szczególnych. Czy ktoś się temu dziwi? Nie. „Kurwa" to wykrzyknik, przecinek, spacja, wołacz. Krzyk. Norma. Za zupełnie nienormalne uchodzą natomiast zasady poprawności politycznej. Mówi się, że są one sztuczne, wydumane, nienarodowe, obce, feministyczne i - w ogólności - wrogie spontanicznej polskiej naturze. Można być chamem, można używać słów powszechnie uznawanych za nieparlamentarne, ale nie można być zwolennikiem poprawności politycznej. Nad poprawność ważniejsza jest Prawda i Natura. A jaka jest prawda? Ano taka, że np. muzułmanie to terroryści, Cyganie kradną, Żydzi zawiązują spiski, blondynki są „z natury" głupie, śmieciarze - brudni, a ludzie niskiego wzrostu mają kompleksy. Niedawno słuchałam w radiowej Trójce audycji zachwalającej wprowadzenie matematyki jako przedmiotu maturalnego i dowiedziałam się, że matematyka jest fajna, bo nie będzie nigdy promować poprawności politycznej, co jest niewątpliwą (i szkaradną) przypadłością humanistyki. Przeciwnik poprawności politycznej powiedział, że w matematyce jest jak w Naturze: kobiety mogą mniej, choć terror zasad poprawności jest tak wielki - ubolewał redaktor - że kilka lat temu rektor Uniwersytetu Harvarda musiał stracić posadę, gdy wyraził podobną opinię. Na początku swojej kampanii prezydenckiej Bronisław Komorowski publicznie dał wyraz zadowoleniu, że premier Tusk pochodzi z Gdańska, a nie z Poznania, Krakowa czy Szkocji, bo w Gdańsku ludzie są hojni (i rozdają szaliki), a w innych miastach - jak możemy się domyślać - żyją chytrusy, centusie i skąpcy. Specjalnego oburzenia nie było. Kandydat na prezydenta nie zrozumiał chyba nawet, że obraził pewną część naszego (i innego) społeczeństwa. Bo język obraża nie tylko wtedy, gdy zawiera nieparlamentarne słowa, nie tylko wtedy, gdy jest na usługach chamów i gburów, ale również wtedy, gdy odwołuje się do stereotypów, gdy wyklucza, krzywdzi, unieważnia istnienie jakichś grup lub je poniża. Zrozumienie tego, że to właśnie język jest jednym z nośników społecznej hierarchii i procesów wykluczania, zajęło postępowej ludzkości mniej więcej tyle samo czasu, ile nauczenie się zasad etykiety i kultury osobistej. I proces ten cały czas trwa, w Polsce ze szczególnymi oporami. Tymczasem wymóg respektowania poprawności politycznej jest dokładnie tym samym, czym niegdysiejszy wymóg ogłady czy przestrzegania zasad grzeczności. Wieleset lat temu nauczyliśmy się mówić „dzień dobry", nie używać przemocy fizycznej i agresji w sytuacjach, gdy kogoś nie lubimy. Nauczyliśmy się też wycierać nos w chusteczkę i powstrzymywać od siorbania. Teraz powinniśmy się uczyć szacunku dla innych i uznania ich odmienności poprzez język. Czy jest to ograniczenie jego bogactwa? Nie sądzę. Prawdę o kimś można wyrażać na wiele sposobów. Jeśli słowo „Cygan" jest w jakimś języku wyrazem piętna odwołującego się do stereotypu, to dlaczego nie używać słowa „Rom"? Jeśli określenie „śmieciarz" brzmi pejoratywnie, dlaczego nie mówić „operator ekologiczny"? Czy rzeczywiście powstrzymanie się od opowiadania dowcipów o blondynkach w sytuacji, gdy mogą one kogoś skrzywdzić, jest ograniczeniem wolności słowa lub zubożeniem naszego poczucia humoru? Nie. Tak jak nie jest ograniczeniem osobistej wolności respektowanie zasad zewnętrznej ogłady, choć w czasach Erazma z Rotterdamu wydawały się one wielkim dziwactwem. Ale poprawność polityczna to nie tylko powstrzymywanie się od krzywdzenia, ale również uobecnianie innych. W szczególności kobiet. W polskim dyskursie publicznym, w podręcznikach szkolnych, w narracjach historycznych, w prasie świat składa się niemal wyłącznie z mężczyzn. Są „politycy", „dyrektorzy", „prezesi", „geniusze", „piloci". Nie ma kobiet. Są ukryte pod męsko brzmiącą nazwą. Bo to, co „męskie", w naszej kulturze traktowane jest jako uniwersalne, naturalne, prawdziwe. „Dyrektorka", „polityczka", „socjolożka" czy „gościni" brzmi dziwacznie i wydaje się niepoprawne. A jest poprawne, nie tylko politycznie, ale i językowo. Język jest giętki i pełni różne funkcje. Toteż warto zadbać nie tylko o to, by nie krzywdził, ale również by odzwierciedlał życie społeczne takim, jakim jest, czyli męsko-żeńskim. Nie zuboży go to. Przeciwnie, wzbogaci i przybliży do prawdy o dwoistej naturze naszego świata.
Magdalena Środa

Partnerzy:

Prom
MSWiA
DUW
UKF
JCU
CIRS