Z baraków przeniosą się do mieszkań
POLSKA Gazeta Krakowska
Kraków 31-03-10 DZ. / Nr 76
Fakty 24
Z baraków przeniosą się do mieszkań
Na romskim osiedlu w Nowym Sączu żyje kilkanaście rodzin
> Romowie zamieszkają z Polakami
> To pomysł na walkę z wykluczeniem
Iwona Kamieńska
W dwóch barakach przy ulicy Zawiszy Czarnego w Nowym Sączu od jesieni do wiosny ludzie marzną. - A latem dusimy się w smrodzie - mówi Krystyna Mirga. Wszystko dlatego że na ścianach są wilgoć i grzyb. Zamokłe baraki wręcz gniją. Kanalizacji nie ma. Tak żyje kilkanaście rodzin, razem około 150 osób. Tuż za rogiem ulicy jest inny świat - gmach i akademiki Wyższej Szkoły Biznesu i dzielnica przemysłowa, ze skupiskiem firm i dużych sklepów. Ale ulicę Zawiszy kto może, omija z daleka. Nie jest przyjemnie patrzeć na siedlisko takiej biedy.
Ten stan rzeczy władze Nowego Sącza zamierzają zmienić. Osada romska ma zniknąć, a jej mieszkańcy przeprowadzą się do innych dzielnic, do mieszkań komunalnych.
Z problemami mieszkańców osady, walczących ze społecznym wykluczeniem, władze miejskie usiłują się uporać od dawna. Romów często pogrążają stereotypy. Wielu z nich deklaruje, że chciałoby pracować i zarobić pieniądze. Jednak trudno im znaleźć zatrudnienie. W tej chwili wskaźnik bezrobocia na romskim osiedlu wynosi 100 proc.
Teraz sądeccy urzędnicy doszli do wniosku, że jedyną szansą na odmianę życia i fatalnego wizerunku Romów jest przeniesienie rodzin z Zawiszy Czarnego między Polaków – do bloków i kamienic.
Likwidacja jednego z największych i najbiedniejszych osiedli romskich w regionie ma się rozpocząć jeszcze w tym roku.
- Mamy przygotowanych pierwszych osiem mieszkań dla rodzin z osady przy ulicy Zawiszy. To wystarczy, aby zlikwidować na początek jeden z dwóch baraków. Szukamy kolejnych mieszkań, nie jest to jednak łatwe. Chodzi o bardzo liczne rodziny, więc lokale muszą być odpowiednio duże - mówi Małgorzata Grybel, rzeczniczka prasowa Urzędu Miasta Nowego Sącza.
Gdy ogłoszono wieść o likwidacji osiedla, pojawiły się pytania, czy Romowie będą chcieli zrezygnować z życia w swojej społeczności nawet na rzecz większego komfortu. Na Sądecczyźnie, m.in. w Maszkowicach, dochodziło już wcześniej do sytuacji, kiedy ludzie z romskich osad nie chcieli ich opuszczać. Mieszkańcy baraków przy Zawiszy Czarnego nie mają jednak żadnych wątpliwości.
- Żyję tutaj od 1966 roku, a od 1971 czekam na mieszkanie. Pani jest pewna, że dadzą nam te mieszkania? Chcielibyśmy się przenieść, ale tutaj nikt w to nie wierzy - żali się Krystyna Mirga, która w ciasnym, zawilgoconym pokoju z kuchnią gnieździ się z rodziną córki. 10 osób ledwie mieści się w klitce. - Dzieciaki nie mają się gdzie uczyć - rozkłada ręce kobieta.
Śliczna, figlarnie spoglądająca spod czarnych rzęs Kazandra - pierwszoklasistka - nie poszła wczoraj do szkoły. - Butów nie ma - mówi jej matka Barbara Mirga. 43-letnia Barbara oprócz Kazandry ma jeszcze szóstkę dzieci. Mąż Zygmunt skończył kurs operatora wózka widłowego, jednak pracy nie znalazł. - Pani wie, jak patrzą na Cyganów... Wszyscy żyjemy z zasiłków - mówi pani Barbara.
To wyzwanie już nie dla władz miasta, ale i dla sądeczan - spróbować zaufać i dać Romom zarobić. Wtedy nie będą wyciągać rąk po pomoc. Przynajmniej kilkanaście sądeckich rodzin romskich udowodniło już, że to możliwe.
- Prowadzą własne biznesy, pracują i są chwaleni przez pracodawców Mamy już młodych Romów z maturą, a jeden niebawem kończy studia na krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Świetnie współżyją z Polakami - mówi Krzysztof Popiela, pełnomocnik prezydenta Nowego Sącza do spraw mniejszości narodowych.
