Wywiad Don Vasyl
Echo Dnia
Dodatek - Tele Program
Kielce
15-07-11
DZ. / Nr 162
Wywiad Don Vasyl
Don Vasyla zna w Polsce chyba każdy — głównie z niesamowitych artystycznych spektakli, jakie daje ze swoim zespołem, spopularyzowanych w wielu widowiskach telewizyjnych. Jest jednak także niezwykle ciekawym człowiekiem.
- Woli pan rozmawiać o Cyganach czy o Romach?
- Pan, jako dziennikarz, powinien raczej mówić o Romach.
- A pan, jako piosenkarz, może śpiewać o Cyganach? Czy pana zespół to nie Cygańskie Gwiazdy?
—To się umówmy, że o porządnych będziemy mówili Romowie, a o nieporządnych — Cyganie.
- Pan może sobie na taką niepoprawność pozwalać, bo jest pan Dużą Głową.
—Jestem z rodu Dużej Głowy, ale Baro Szero to mój kuzyn, Henryk Kozłowski, król Romów.
- Fajnie być tak blisko tronu.
- Z tym królowaniem to trochę mylne wyobrażenie, bo nie ma tu żadnej korony i tronu. Król jest raczej najwyższym sędzią, który ma prawo wydawać wyroki i rozstrzygać spory.
-I jako kuzyna króla Romowie całują pana w rękę?
—To nie jest nic nadzwyczajnego, w ten sposób okazuje się szacunek starszyźnie. W moim przypadku to bardziej sympatia dla artysty, choć pochodzenie z kasty Bareforitka Roma ma oczywiście znaczenie.
- Co to za kasta?
—To wielkomiejscy Romowie warszawscy.
- Zaraz, zaraz, z tego, co pamiętam, urodził się pan w taborze, który przejeżdżał akurat przez Łódź.
—To bez znaczenia, tak się po prostu nazywał ród. W Warszawie za czasów moich pradziadów odbył się wielki zjazd królów cygańskich, tam zostało ustanowione prawo dla Romów polskich i wybrany król. Od strony ojca pochodzę z niemieckich Romów Sinti, mama za to pochodziła z polskich Romów—Brzezińskich.
- Lepiej nie można się było urodzić.
- Chyba nie (uśmiech).
- Ale króla musi pan całować w rękę na powitanie?
- W zasadzie nie muszę, bo król jest niewiele starszy ode mnie, ale robię to z szacunku dla całej rady
starszych. Uważam, że powinienem dawać przykład. W końcu król stoi na straży prawa.
- Tak jak policjant i prokurator.
- Mówię o naszym, cygańskim prawie.
- Które jest dla pana ważniejsze?
- Romskie oczywiście. Ale to nie znaczy, że lekceważę polskie prawo. Nie lekceważę, chociaż uważam, że polskie prawo jest zbyt liberalne.
-I pan to mówi - Rom, wolny człowiek?
—Prawo romskie jest bardziej surowe.
- A z czego to prawo wynika?
—Z postanowień naszego kodeksu.
- Mogę sobie ten kodeks od pana pożyczyć?
—Ten kodeks nigdzie nie jest spisany, jest przekazywany ustnie z pokolenia na pokolenie, ale wszyscy Romowie dokładnie go znają i muszą się do niego stosować. A to jest bardzo złożone i czasem to, co dla nas oczywiste, wam wydałoby się śmieszne.
- Na przykład?
- Na przykład, jeśli moja żona upierze sobie kieckę w misce, to
w tej samej misce nie wolno jej prać mojej koszuli, bo byłoby to przestępstwo.
- Do Limanowej, gdzie doszło ostatnio do zamieszek, wasz kodeks chyba jeszcze nie dotarł.
- Z tego co wiem, w Limanowej chodziło o rodzinę z Bergitka Roma - Cyganów górskich. To inna kasta.
- I prawo romskie jej nie obowiązuje?
- To jest duży problem. Bergitka Roma nie mają swojego króla i zwykle nie stosują reguł naszego prawa.
- A co by było, gdyby chodziło o rodzinę nizinnych Romów?
- Czekałaby ich kara.
- Jaka kara?
—Najgorszą karą jest wykluczenie ze społeczności, najczęściej karą jest wykluczenie ze społeczności na pewien okres. To jest czas, w którym nikt z Romów nie poda takiemu człowiekowi ręki, nikt nie pozwoli przysiąść się do stołu, a nawet nie wpuści do domu. Nie dość, że nie wolno ci wejść do cygańskiego mieszkania, ale nie wolno ci nawet dotknąć klamki. Znaczysz mniej niż pies. To jest straszna kara. Są sprawy, o których wolno mi mówić, ale są i takie, o których muszę milczeć. -Za co można sobie na taką karę zasłużyć?
— Na przykład jeśli Rom okradnie Roma. To jest wielkie przestępstwo. Nie może być takich rzeczy między braćmi.
— To już lepiej dostać w skórę.
— Też dostaną. Któregoś dnia pojawią się ludzie, którzy te baty winnemu sprawią. Ale, proszę mi wierzyć, taka kara jest bez porównania łagodniejsza niż wyklęcie. Ślady po batach znikają szybko, ale wyłączenie ze społeczności to ból dla duszy. Nawet jeśli ta osoba odbędzie karę, przyjdzie do króla i po sądzie zostanie na powrót dopuszczona do społeczności, to wieść o tym, że została kiedyś wyklęta, ciągnąć się będzie przez pokolenia. Nie ma większego przewinienia niż to przeciwko własnemu bratu Romowi. „Brat" to jest wielkie słowo. Brata się nie okrada, nie sprzedaje, brat jest świętością. Również ten Polak, który został
uznany za naszego brata. Gdyby kierować się tylko prawem polskim, to za to samo przestępstwo człowiek trafiłby na dwa lata do więzienia i po wszystkim. My nie mamy policji, nie mamy więzień, ale kara półrocznego wyklęcia jest bez porównania bardziej skuteczna.
- W wielu miejscach w Europie narasta niechęć do Romów. I trudno się dziwić - pobudowałby Pan dom koło cygańskich slumsów na Słowacji czy w Czechach?
—Widok tych slumsów jest rzeczywiście przerażający. Ale on nie bierze się z niczego - nasz polski tabor został zatrzymany dopiero w 1964 roku, do tamtego czasu żyliśmy według swoich praw. Romowie ze szczepu Bergitka Roma znacznie dłużej prowadzili osiadły tryb życia, podporządkowali się miejscowym prawom. Nie mają swojego króla i nie przestrzegają prawa romskiego. Większość nawet nie zna tego prawa. Wystarczy spojrzeć na ich stroje: krótkie spódnice, spodnie u kobiet, głębokie dekolty, u nas to jest nie do po-
myślenia. Coraz częściej jednak Romowie z Czech i Słowacji przyjeżdżają do naszego króla i zaczynają akceptować nasze prawo, co nas cieszy. Wracają do korzeni, ale to jest trudna droga.
- Rozmawiacie o tych sprawach w gronie starszyzny?
— I to często! Bo to są sprawy, z powodu których cierpi wizerunek wszystkich Romów.
- Rozmawiacie też o wydarzeniach we Francji?
— Również. Ja zawsze będę się sprzeciwiał uogólnieniom. Nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej, tak jak to się obecnie robi we Francji.
- Pan też miałby dość takiego sąsiedztwa.
— Bardzo proszę — niech Francja stosuje najsurowsze prawa wobec tych, którzy ukradli, oszukali, zgwałcili. Tak samo jak wobec Francuzów czy Polaków. Ale niech karani są winni, a nie wszyscy. Nie mam zamiaru pana przekonywać, że u nas nie ma patologii. Jest, podobnie jak i u was. Ale nie dzielmy złodziei według
narodowości. Złodziej to złodziej. Warto jednak pamiętać, że Polacy również przeżyli nawałnicę ubogich Romów z południa i jakoś to przetrzymali, chociaż byli biedniejsi od Francuzów.
- Dziękuję za rozmowę.
Adam Willma
