Romowie.info - W lipcu w Limanowej policja musiała bronić romską rodzinę przed linczem rozwścieczonego tłumu.

W lipcu w Limanowej policja musiała bronić romską rodzinę przed linczem rozwścieczonego tłumu.

Gazeta Wyborcza
Warszawa 13-01-11 DZ. / Nr 9

W lipcu w Limanowej policja musiała bronić romską rodzinę przed linczem rozwścieczonego tłumu.

Prokuratura postawiła właśnie za rzuty w tej sprawie. Oskarżonymi są wyłącznie Romowie
Bartłomiej Kuraś Jarosław Sidorowicz, Kraków
W centrum Limanowej blisko sto osób próbowało wedrzeć się do mieszkania romskiej rodziny skonfliktowanej z sąsiadami. Zaczęło się od tego, że dziewczyna, która przechadzała się między blokami, obawiała się agresywnego psa biegającego bez kagańca i opieki. Zwróciła uwagę wyglądającemu przez okno romskiemu właścicielowi zwierzęcia. Miała usłyszeć wyzwiska. Kilkanaście minut później na ulicę osiedla wyległo oko o stu agresywnych mężczyzn. Twierdzili, że chcieli pomóc kobiecie, która wzywała pomocy. Krzyczeli, że zrobią w końcu porządek z Romami - taki obraz świadkowie relacjonowali dziennikarzom krótko po zajściu.
Wystraszeni Romowie zabarykadowali się w mieszkaniu. Tłum szykował się do szturmu. W pewnym momencie na ulicę spadły kamienie i butelki z benzyną. Polacy twierdzą, że to nie oni rzucali. Romowie też zaprzeczają.
Miejscowa policja oceniła sytuację jako bardzo groźną. - Poprosiliśmy komendanta wojewódzkiego o zgodę na użycie dodatkowych sił z prewencji. Sam apelowałem do ludzi, by nie dali się ponieść emocjom i rozeszli się do domów - relacjonował „Gazecie" Tadeusz Stachak, zastępca komendanta limanowskiej policji.
Posiłki z Krakowa - policjanci mieli ze sobą tarcze, hełmy i pałki - powstrzymały tłum, ale dopiero po kilkugodzinnej akcji udało się odsunąć ludzi sprzed bloku Romów.
Po półrocznym śledztwie limanowska policja i prokuratura twierdzą, że próby linczu w Limanowej nie było.
- Ustaliliśmy, że nikt nikogo nie przytrzymywał i nie było też okrzyków wzywających do wieszania ludzi. Romowie stali na balkonie i rzucali różnymi przedmiotami - mówi Janina Tomasik, szefowa prokuratury rejonowej.
O podejrzeniu nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym zawiadomił policję i prokuraturę Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce.
- Odmówiliśmy wszczęcia postępowania w tej sprawie - mówi Krzysztof Raczek, rzecznik limanowskiej policji.
Pisemne uzasadnienie, które dostał Kwiatkowski, to jedno zdanie. Postępowania nie wszczęto „z powodu braku znamion przestępstwa". Umorzono też inne postępowanie w sprawie gróźb kierowanych pod adresem romskiej rodziny. Dlaczego?
Prok. Tomasik: - Pokrzywdzeni nie złożyli wniosku o ściganie. Zarzuty postawiono natomiast Romom. Do limanowskiego sądu przesłano właśnie akt oskarżenia przeciwko rodzinie D. Mieczysławowi D. postawiono 15 zarzutów o groźby i pobicie (po lipcowych zajściach dochodziło do kolejnych utarczek i kłótni z sąsiadami). Jego syna oskarżono m.in. o rzucenie butelką z benzyną w stronę zgromadzonych pod blokiem ludzi (dowodem jest nagranie dostarczone przez mieszkańców osiedla). - Baliśmy się. Szli na nas, to szykowaliśmy się do obrony. Ale przecież nikomu żadnej krzywdy nie zrobiliśmy - mówi Mieczysław D.
Stowarzyszenie Romów w Polsce uważa, że postępowanie organów ścigania pokazuje, jak nierówno traktuje się Romów i Polaków. - Jeśli rodzina D. jest winna, to powinna dostać zarzuty. Święci nie są. Ale chciałbym, żeby tą samą miarą mierzyć ich polskich sąsiadów. Jak można mówić, że właściwie nic się nie wydarzyło, skoro policja wzywała posiłki? - dziwi się Kwiatkowski. - Zainteresujemy sprawą organizacje obrońców praw człowieka.
Mieczysław D.: - Polacy chcą się nas pozbyć z Limanowej, o

Partnerzy:

Prom
MSWiA
DUW
UKF
JCU
CIRS