Romowie.info - Rozmowa z Alicją Kamińską

Rozmowa z Alicją Kamińską

Śląsk
Katowice 02-2009
M. / Nr 2

Rozmowa z Alicją Kamińską


- Podobno Pan Bóg, kiedy tworzył barwy świata, zapatrzył się w cygańskie spódnice. A poważnie - kogo stworzył najpierw? Kalderaszów czy Romów?
- Pan Bóg najpierw stworzył wszystkich ludzi. Jednakowo. Bez różnic. Najpierw był po prostu człowiek.
- Wy przybyliście do Europy z dalekich Indii. Wraz z jednym z najstarszych języków świata, od którego pochodzi większość języków europejskich. Także polski. Przez wieki wasz język trwał tylko w mowie...
- No, teraz już są romskie szkoły, w których uczą i Romowie, i Polacy. Wielu Romów skończyło studia - są nauczycielami, księżmi, zakonnicami, dziennikarzami... Jest Stowarzyszenie Romów. Jest Fundacja Batorego, która nam pomaga. Ale dawniej język, obyczaje i nasza historia przekazywane były przez pokolenia w taborach, przy ogniskach. Zapisywał je tylko las, wiatr, gwiazdy i księżyc...
- I poeci. Najpierw była Papusza, potem Gadź (nie-Cygan) Tadeusz Ficowski, a potem pani mąż, Tadeusz Kamiński.
- Mój mąż, którego ojciec dość wcześnie zmarł, wziął na siebie obowiązek utrzymania rodziny. My od wieków znamy tajniki kotlarstwa... i tajemnicę robienia najlepszych na świecie patelni!
- Skoro jesteśmy przy kuchni, przy patelniach, zapytam po babsku, jak żeście się poznali?
- Mąż mnie ukradł.
- Rodzice coś „przeczuwali"? -Nie.
- Ale wyście się znali?
- No, znaliśmy się, ale tego, że mu wpadłam oko, że mnie Tadeusz ukradnie rodzicom, że weźmie mnie za żonę... nie! Reszta to tabu. Romska tajemnica.
- Dzisiaj też tak jest?
- Jak dziewczyna wpadnie Cyganowi w oko, jak o niej nie może przestać myśleć, to musi ją ukraść, żeby została jego żoną! Potem, po kilku dniach chłopak idzie do rodziców dziewczyny i mówi, że chce z nią być. A potem błogosławieństwo rodziców, żeby sobie młodzi żyli długo i szczęśliwie. A potem zapowiedzi w kościele i ślub.
-Ależ to romantyzm!
- My, Cyganie, zawsze byliśmy romantykami. Gdyby tak nie było, już dawno by ślad po nas zaginął. Gdyby nie opowiadania przy ognisku, albo i dziś, przy rodzinnym stole, kto zapamiętałby kim jest, z jakiego rodu? Mój mąż, w wierszu Bóg, zapisał to tak: „Boże dlaczego stworzyłeś naród nasz / do Ciebie żalu nie mamy / cały naród cygański kocha Cię/stworzyłeś w lesie nas / cale życie w lesie mieszkaliśmy/ drzewa, trawę dotykaliśmy / dzięki Tobie poznaliśmy żywot nasz.
- Pani pamięta tabory?
- Oczywiście, choć to było tylko dzieciństwo. Urodziłam się, jak mąż, w taborze, też na Śląsku. Jesteśmy Ślązakami. Kiedy zabroniono nam jeździć taborami, ojciec sprzedał nasz wóz cyrkowcom. A my dostaliśmy mieszkanie od państwa.
- Bolało?
- Bardzo. To jak uwięzić ptaka - ciągle to samo miejsce, mury... My, dzieci, jakoś przywykliśmy, ale nasi rodzice
- nigdy. Nas było pięcioro. Były piętrowe prycze, albo piernaty na podłodze
- i to była sypialnia. A w dzień ojciec rozpalał ogień w piecyku, który jednocześnie ogrzewał wóz, a mama szla po wodę i gotowała dla wszystkich strawę. Jadalnią, w pogodę, była łąka pod lasem - na białym płótnie każda rodzina kładła potrawy, rozpalano wielkie ognisko i zaczynał się posiłek. W leśnej jadalni zasiadał cały tabor. Mężczyźni siedzieli osobno, kobiety osobno, i dzieci też na swoim miejscu.
- A w święta, na przykład Wielkanoc?
- Święta, każde święta, to u nas, Romów, wielka radość - chodzimy od domu do domu i wszyscy sobie winszujemy, składamy życzenia. Tu, w Bytomiu, w którym mieszkam, najpierw idziemy do starszyzny rodu, potem do wujów, rodzeństwa, wszędzie dzielimy się jajkiem i częstujemy potrawami (wśród nich jest obowiązkowo perket, czyli bardzo pikantny gulasz z mięsa, warzyw, romski bigos i romskie gołąbki z ryżu, kawałków mięsa, przyprawiane ostrą papryką), aż w końcu dochodzimy do swojego domu. Od wieków jesteśmy katolikami. W Wielkanoc, tak jak wy, dzielimy się święconym. Dla nas, Romów, nie poświęcona potrawa na stole, to grzech. Kiedyś zajeżdżaliśmy taborami do najbliższego kościoła święcić jadło. Tyle
że kiedy wędrowaliśmy po kraju, stołem była łąka, a firankami pierwsze bazie i zielone pąki brzóz...
- Polacy przychodzą z życzeniami?
- Mamy bardzo serdecznych sąsiadów. Zawsze miałam w nich pomoc. I zawsze składamy sobie życzenia.
-Tadeusz Kamiński, pani mąż. Zacytuję jego wiersz: „Gdy promienie słoneczne przebijają / blaskiem słońca o twarz obijają / w promieniach słonecznych życie kwitnie/jak natura do życia powraca / ziemia nas shvorzy-ła / ziemia nas urodziła / ziemia gdy przychodzi potrzeba / ziemia nas zabiera. / Po ziemi tabory cygańskie wędrują, / końskie kopyta wystukują. Całe życie był chory na nostalgię. Urodzony w taborze, gdzieś w lesie na obrzeżu Tarnowskich Gór w 1951 roku, nigdy nie przywykł do miasta.
- Mój mąż całą swoją tęsknotę za cygańską wolnością, za lasem, za przyrodą, za zapachem wiosennej ziemi wyraził w niezliczonych wierszach. Ma pani rację. Był chory na miłość do swojego narodu. Zmarł 29 lipca 2007 roku. Bardzo chorował. Tego dnia, kiedy odjeżdżał do szpitala na kolejną dializę, powiedział do mnie - zostań z Bogiem. A za kilka godzin dowiedziałam się, że nie żyje. I od tej chwili świat umarł. Zostałam z dziewięcioletnim wnukiem, Santinem, dla którego jestem rodziną zastępczą, i który mówi do mnie mamo. Dziadek zostawił mu wiersz „Małyjesteś i mały się urodziłeś /życia leśnego nie znasz i nie znałeś / lecz pamiętaj w żyłach twoich /płynie krew tak czysta jak rosa / blask twojego promienia / zadaje mi ból / chociaż w lesie się nie urodziłeś? Leśnej woni nie znasz / ale serce mówi mi, że kiedyś/życie swojego narodu zapoznasz. Wnuk marzy, żeby zostać aktorem, choć pewnie, jak dziadek, będzie pisał wiersze. Bo skoro pieskowi nadał imię Telimena? I jest syn, Mariusz. Może znów pozbiera stworzony przez mojego męża zespół „Cerchań", może znów zabrzmi cygańska muzyka? Teraz, kiedy męża brakło, bardzo nam jest potrzebna pomocna dłoń.
- Pierwsza Wielkanoc bez męża...
- My, Cyganie, wierzymy, że nasi bliscy są wśród nas. Nie może być, żeby Rom, szczególnie w takie święto, był sam. Więc w Wielkanoc byliśmy przy grobie. Tu położyliśmy święcone, zjedliśmy nasze potrawy, tu zaśpiewaliśmy, tu wylaliśmy kropelkę alkoholu na mogiłę. Pani nas zna. Pani zna wiele naszych wierzeń, więc pani wie, że teraz poeta, Tadeusz Kamiński wędruje taborem z chmur i układa wiersze z gwiazd,,... ale dusza moja w lesie pozostanie / z drzewami i z trawą / balladę opowiadać będzie / o taborach zamieszkałych w leśnej polanie.

Partnerzy:

Prom
MSWiA
DUW
UKF
JCU
CIRS