Romowie potrafią się bawić

Gazeta Wyborcza - Białystok
Białystok
21-04-11
DZ. / Nr 93

Romowie potrafią się bawić

Czy to wesele, czy inne rodzinne uroczystości, Romowie czerpią z życia garściami. Papieros w kąciku ust, kolorowa wirująca spódnica - to świat, do którego zajrzał fotograf Arkadiusz Gola
Joanna Klimowicz
Wystawa prac Arkadiusza Goli w Centrum Zamenhofa nosi tytuł „Romowie wśród nas". Choć zdjęcia są czarno białe, można ją określić jako barwną. Na fotografiach z romskiego wesela mężczyźni całują nestora rodu w dłoń. Na chrzcinach ojciec chrzestny jedną ręką trzyma okutanego w biały kombinezon niemowlaka, a drugą podnosi do ust butelkę wina musującego. Są domy bogatsze - szczególnie rozczula „wypasiona" kuchnia z telewizorem, lśniącymi garnkami stojącymi równo jak wojsko na szafkach, a nad nimi wiszą jeszcze trofea myśliwskie -jelenie rogi. Są i domy biedniutkie, ale ludzie w nich mieszkający uśmiechają się i tańczą tak samo często. W takiej właśnie biedniejszej kuchni dwóch chłopaczków odrabia lekcje przy stole, a młodsze dzieciaki zabrały talerze z zupą i rozsiadły się z nimi na podłodze. Zmęczona hasaniem po podwórku dziewczynka pakuje się do łóżka „na główkę", świecąc do obiektywu piętami czarnymi jak ziemia. Albo inne łóżko - tak szerokie, że mieści rodziców, trójkę dzieciaków i psa. Wystawę Arkadiusza Goli oglądać można w Centrum Zamenhofa przy ul. Warszawskiej do 15 maja.
Rozmowa z Arkadiuszem Galą
Joanna Klimowicz: Romowie są grupą dość zamkniętą, nieufną, czemu trudno się dziwić, ponieważ często są w Polsce znieważani. Jak udało ci się zdobyć ich zaufanie? Ile lat na nie pracowałeś?
Arkadiusz Gola*: Zdjęcia składające się na tę wystawę powstawały w ciągu około 10 lat mojej pracy, ale dobre 15 lat zajęło mi wchodzenie w to środowisko. Romowie są rzeczywiście hermetyczni, przez co dla mnie - ciekawi. Lubię tematy, przy których trzeba się nachodzić. Zaczęło się właśnie 15 lat temu podczas wieczoru poezji romskiej, z którego robiłem relację prasową Jego organizatorka, Izolda Kwiek, poetka, założycielka zespołu Tabor, podeszła do mnie i zapytała, czy może liczyć na jakieś fotki. Odpowiedziałem, że oczywiście, wziąłem adres, zrobiłem odbitki i zaniosłem. Zapytała, czy napiję się herbaty, chętnie skorzystałem. Nigdy wcześniej nie byłem w romskim domu. Od takich odwiedzin, spotkań, się zaczęło, potem dochodziły jeszcze uroczystości rodzinne, na które byłem zapraszany dzięki życzliwości pani Izoldy Z każdej dawałem odbitki, czym zjednywałem przychylność. Pracuję w gazecie i zanim cokolwiek w niej opublikowałem, oni zawsze chcieli to zobaczyć. Po prostu bardzo chcą dobrze wypaść. Niemal zawsze pozują, uśmiechają się, nie chcą zepsuć mi ujęcia. Nie jestem tym zachwycony, ponieważ wolę być obserwatorem z boku. Muszę więc robić naprawdę dużo zdjęć, aby wyczekać na moment, kiedy Romowie przestaną mi „ułatwiać". Gdzie mieszkają twoi bohaterowie, jak im się tam żyje?
- Interesują mnie przede wszystkim Romowie w tkance miejskiej. Zarówno ci bogatsi, jak i biedniejsi, nieposiadający nawet samochodu. Mieszkają na Górnym Śląsku, na terenie Zabrza, Rudy Śląskiej, Katowic i Bytomia - tam występują największe skupiska romskich rodzin. Choć jest to środowisko hermetyczne, dużo możemy się od nich nauczyć. Przede wszystkim Rom na Roma zawsze może liczyć. Są bardzo rodzinni.
Nie mieli nic przeciw temu, by publikować ich zdjęcia z alkoholem?
- Otóż nie. Alkohol nie jest żadnym tabu, jest często obecny w domach romskich. Np. na Wszystkich Świętych leją pierwszy kieliszek na stół, wznosząc toast za zmarłych. Potem jadą odwiedzić groby i tam też wylewają symboliczny kieliszek. Chyba ciągnie ich za miasto, na łono natury? Na twoich zdjęciach rodzina wyleguje się na kocach na pikniku, wzięli ze sobą nawet poduszkę.
- Bardzo ich ciągnie. Często wyjeżdżają nad wodę albo do lasu, który uwielbiają. Wyciągają z bagażnika jedzenie, cały ekwipunek i tak wypoczywają. Jaka jest historia fotografii Roma z przerażającymi bliznami na piersi?
- To było w latach 90., mieliśmy problemy z grupą wyrostków, którzy ogolili głowy na łyso, nazwali siebie skinami i postanowili, że będą bić Romów. Doszło do zamieszek - zdemolowania samochodów, napadów na mieszkania. Gdy wracałem z materiału, przyplątał się jakiś gość, prawdę mówiąc chciałem się go zbyć. Powiedział, że dźgnęli go nożem i na dowód rozpiął koszulę. Momentalnie złapałem za aparat.
Będziesz jeszcze wracał do Romów ze Śląska, czy myślisz już o innych projektach?
-i myślę, i realizuję, ale wracać będę na pewno. Fotografuję Romów, to temat szczególnie mi bliski. Chciałem go jakoś ogarnąć, żeby został po nim ślad, stąd ta wystawa. Wybrałem na nią zdjęcia, które nie epatują przemocą. Nie używałem szerokiego kąta. Nie lubię fajerwerków w fotografii. Chciałem po prostu zrobić dobre zdjęcia które prawdziwie pokazywałyby dzień powszedni Romów. Jak wystawa jest odbierana w Polsce? Według mnie jest bezcenna, bo przybliża świat, którego nie znamy, więc się go obawiamy. A strach rodzi agresję. Ty ten świat oswajasz. - Dokładnie. Gdyby zapytać ludzi, z czym kojarzy się Rom albo raczej Cygan, bo tak częściej mówią, to odpowiedzą: ze złodziejem, brudasem... Jest w naszym społeczeństwie wielka niechęć do inności. A moim zdaniem to, że Romowie nie chcą się integrować, wcale nie jest złe. Gdyby stracili swoją tożsamość, swoje zwyczaje i święta, rozpłynęliby się w rym świecie. O
Rozmawiała Joanna Klimowicz
* Arkadiusz gola, fotograf związany z dziennikiem „Polska Dziennik Zachodni", w którym pracuje od 1996 roku; student ITF w Opawie (Republika Czeska); zdobywca nagród w konkursach Polskiej Fotografii Prasowej w latach 1998 i 2003, BZ WBK Pressfoto w latach 2005 i 2006, News reportaż 2003, Śląska Fotografia Prasowa w latach 2004,2005 i 2006; Dziennikarz roku „Dziennika Zachodniego" 2003. Stypendysta Marszałka Województwa Śląskiego w 2007 roku; członek ZPAF; mieszka w Zabrzu.


Partnerzy:

Prom
DUW
UKF
JCU
CIRS