Romowie karmią wczasowiczów według zasad jak w taborach
Głos Szczeciński
Szczecin 06-08-2009 DZ. / Nr 183
Romowie karmią wczasowiczów według zasad jak w taborach
W ich stołówce podaje się posiłki dla ponad stu osób. To typowo polskie potrawy. Ale turyści dopytują się o cygańskie specjały. Gotujemy dla tylu ludzi po raz pierwszy w życiu. Ale tak nam się to spodobało, że myślimy o otwarciu po sezonie cygańskiej restauracji w Kamieniu - zdradza pan Antoni. Przychodzimy tu jeść od tygodnia - mówi Sławomir Smorąg z Wrocławia. Jest tanio i smacznie. Dodatkowym atutem jest to, że Romowie są bardzo mili dla swoich klientów. Sami doglądają stolików, donoszą potrawy, pytają czy smakuje. Wieść o tym, że cyganie gotują dla wczasowiczów, rozchodzi się po kurorcie lotem błyskawicy. Cześć ludzi przychodzi tu z ciekawości. I niemal wszyscy są zaskoczeni, że jest tu tak czysto i schludnie. Sama widzę jak oni bezwzględnie przestrzegają porządku - opowiada kobieta, która mieszka w sąsiedztwie stołówki. O tym, że tak każe ich tradycja, przekonują Maria i Antoni, romskie małżeństwo z Kamienia, które prowadzi tę stołówkę w Pobierowie. Oboje z mężem pamiętają jeszcze zasady, które obowiązywały w taborze. Posiłki przygotowywane były na powietrzu, ale starsze cyganki surowo przestrzegały podziału obowiązków. Do różnych potraw były osobne naczynia. Wszystko musiało lśnić, bo brud w garnku, to dla cygańskiej kobiety wielka ujma - wspomina pani Maria. Romskie kobiety zobowiązane są do jeszcze innych, dla wielu osób, tajemnych zakazów. W ich życiu są takie dni, kiedy absolutnie nie mogą gotować. Jako „nieczyste" nie zbliżają się do garnków w okresie menstruacji. Jeśli urodzą syna, zakaz trwa 3 tygodnie, jeśli córkę aż półtora miesiąca. Cyganki mają jednak opinię doskonałych kucharek. Dawniej były wynajmowane do gotowania weselnych potraw. Przeważnie były to popisowe dania z kur, kluski z serem, zagęszczana kapusta i obowiązkowo pieczony w ogniu cygański chleb. Tradycyjnym deserem do dzisiaj pozostał bakaliowy kołacz. Popularne przed posiłkiem, jest też romskie pozdrowienie „Pasaty Mo!". Co po prostu oznacza „Na zdrowie!". Pani Maria przyznaje, że trochę trudniej było przekonać męża. Zgodnie z romskimi tradycjami, kuchnia i garnki to domena kobiet. Dlatego pan Antoni przejął na stołowe zaszczytną rolę szefa i nadzorcy i interesu. Pomagam jednak żonie. Przeważnie sam wydaję posiłki i dźwigam ciężki towar - zapewnia.
Agnieszka Grabarska
Pobierowo
