Romowie.info - Romowie ciągle w drodze

Romowie ciągle w drodze

Polska Dziennik Zachodni
Katowice 06-11-2009
DZ. / Nr 261

Romowie ciągle w drodze


Codzienne życie Romów z Rudy Śląskiej - Orzegowa podpatrywał znany czeski fotograf Jindrich Streit
Reaktywowany po latach zespół „Tabor" dał nadzieję na przetrwanie romskiej kultury w XXI wieku. Czy pozbawieni taborów Cyganie mogą zachować swą tożsamość w XXI stuleciu? Ile mogą przejąć od „gadziów", by nie utracić bezpowrotnie kontaktu ze swą tradycją? Czy istnieje jedyny prawdziwy wizerunek Romów i dlaczego nasze stereotypy na ich temat niewiele są warte -pisze Michał Wroński. Cywilizacja nas zniszczy - powtarza raz za razem Izolda Kwiek. Pochodząca ze starego Orzegowa (dzielnica Rudy Śląskiej) romska poetka hibi, gdy nazywa się ją „drugą Papuszą". - Ona wskazała nam drogę. Dzięki niej jestem pisarką, dzięki niej stworzyłam zespół Tabor i dzięki niej my, Romowie, pokazujemy, że też coś potrafimy -tłumaczy swoje uwielbienie Izolda, która w swych wierszach pisze o szczęśliwych czasach, gdy drogami sunęły cygańskie tabory i o dokonanej potem przez hitlerowców zagładzie jej narodu w komorach gazowych Auschwitz. Za jej sprawą odżył dziecięcy zespół „Tabor" z Orzegowa. Teraz jednak Izolda ma spore zmartwienie. Widzi jak na jej oczach kończy się pewna epoka. Coraz mniej Romów przestrzega dawnych rytuałów, nie całkiem jasnych, ale uświęconych tradycją zachowań. - Młode Cyganki chodzą w spodniach, a zdarza się, że zakładają nawet sukienki do kolan. Jeszcze chwila, a będą paradować w miniówkach - jak kobiety „gadziów" (czyli obcych). Brudną bieliznę i kuchenne ręczniki wrzucają razem do pralki, zamiast - jak to kiedyś bywało -wygotowywać je osobno w garnku. Niektórzy nie znają, albo nie chcą znać języka romani, a mieszane małżeństwa zdarzają się coraz częściej - tłumaczy. - Bardzo już się spolszczyliśmy i ten proces dalej postępuje. Za kilka lat zupełnie się rozpłyniemy - ponuro wieszczy Izolda, gdy jedziemy do Ostrawy na premierę nakręconego przez czeską telewizję dokumentu o wymownej nazwie „Czarne serce". Prace nad tym filmem zajęły dwa lata. W projekcie uczestniczył także nasz fotoreporter Arkadiusz Gola, który od wielu lat fotografuje życie Romów, towarzysząc im, czasem jako jedyny świadek, w najbardziej osobistych chwilach życia. Także reżyserskie małżeństwo Monika Rychlikova i Bretislav Rychlik podpatrywało cztery romskie rodziny w czterech krajach Europy Środkowej: w Polsce, Czechach, Słowacji i na Węgrzech. Kamera towarzyszyła im podczas świąt, rodzinnych uroczystości, ale też wtedy, gdy na pozór nic ważnego się w ich życiu nie działo. Niespełna półtoragodzinny reportaż z oczywistych względów pokazuje tylko część tego, co zarejestrowali filmowcy. Już to jednak wystarcza, by zrozumieć jak bardzo Romowie różnią się między sobą. A to oznacza również, iż wszelkie stereotypy na ich temat można wrzucić do kosza. Nie dlatego, że ich stosowanie jest nieetyczne, czy politycznie niepoprawne, ale dlatego, że są niepraktyczne - nie pomagają w zrozumieniu życia romskiej społeczności. Bo nie ma czegoś takiego jak standardowy Cygan. Gdy rozmawiamy z Jiriną Somsi widzimy nie kobietę z taborów, ale zadbaną, dobrze ubraną mieszkankę Ołomuńca. Pokazane w filmie jej mieszkanie w niczym nie różni się od mieszkań jej czeskich sąsiadów. Tylko śniada cera i rysy twarzy zdradzają jej pochodzenie. Zapytana o wrażenia po obejrzeniu filmu odpowiada, że bardzo się jej podobał. Od razu jednak wpada też w złość. Złość na... występujących w filmie swych współbraci ze Słowacji. - Z jednej strony tak kochają dzieci, a z drugiej pozwalają, by rosły w tak koszmarnej biedzie! Nie interesują się tym, co one robią, ani gdzie są. Mieszkają w tych marnych klitkach i tylko czekają, aż im państwo coś da! My też mogliśmy zostać w takich klitkach, ale chcieliśmy się z nich wyrwać i zrobiliśmy to. Ojciec pracował, żeby poprawić nasze życie - tłumaczy nerwowo Jirina. Gdyby taką recenzję wystawił któryś z jej ołomunieckich sąsiadów, pewnie nikogo by to nie zdziwiło. W ustach Cyganki brzmi to jednak dość zaskakująco. Do kogo zatem jej bliżej? Do wegetujących na „socjalu" w obskurnym, brudnym getcie, choć spontanicznych i szaleńczo roztańczonych Romów spod słowackich Tatr, a może już do „gadziów"? A może jeszcze inaczej trzeba postawić to pytanie - czy funkcjonowanie na marginesie społeczeństwa jest nieodzownym elementem romskiej tradycji? Jak dalece można zmienić swój styl życia, by gdzieś pó drodze nie stracić kontaktu ze swymi korzeniami? I gdzie w tym wszystkim są nasi śląscy Romowie? Z całą pewnością nie stoją w miejscu-stale są w drodze. Dokąd zmierzają? Film pokazuje ich w bardzo różnych sytuacjach - gdy rozpalają ognisko i tańczą na skwerze przy jednej z głównych ulic Orzegowa i gdy elegancko ubrani bawią się na rodzinnej imprezie. Na ścianach romskich mieszkań wiszą fotografie i portrety przodków, którzy przebyli pół Europy w drodze na Śląsk, na każdej rodzinnej imprezie nieodzownym atrybutem mężczyzn w średnim wieku dalej pozostaje gitara i akordeon, ale młoda generacja wydaje się stać już bliżej swych polskich rówieśników niż rodziców. Gdy jedziemy do Ostrawy Izolda zastanawia się, jak znaleźć odpowiednią krawcową, która uszyłaby jej tradycyjny romski strój (liczy na to, że uda się w ten sposób przekonać romskie dziewczyny do ubierania się na tradycyjną modłę), ale już jej wnuk, Jordan dyskutuje z naszym fotoreporterem o piłce nożnej, sportowych samochodach i dokonaniach „Cygana"- znanego boksera Dawida Kosteckiego. Czyżby zatem faktycznie Romowie mieli się rozpłynąć w otaczających ich środowiskach? Zajmujący się badaniem lokalnych społeczności na Górnym Śląsku socjolog prof. Marek Szczepański jest ostrożny w formułowaniu tak daleko idących wniosków. - To środowisko nadal jest bardzo hermetyczne i mimo niewielkiej liczebności (w skali całego kraju ok. 25 tys. - przyp. red.) Romowie pozostają nadal bardzo charakterystyczną, odróżniającą się od reszty społeczeństwa grupą - podkreśla. Od razu dodaje jednak, iż z punktu widzenia zarówno samych Romów, jak też polskiej większości asymilacja bynajmniej nie jest ani konieczna, ani nawet specjalnie istotna. - Najważniejsze jest, aby Romowie, zachowując swą kulturową tradycję, zrozumieli konieczność nauki języka polskiego, gdyż bez jego znajomości są już na starcie pozbawieni możliwości awansu zawodowego. Dlatego też władze powinny nie tyle wspierać asymilację młodych Romów, co ich kształcenie i do tego przekonywać także romską starszyznę. Widać już jednak pewien przełom. Słyszałem od znajomych naukowców z Krakowa, że pierwsze romskie dziewczyny właśnie kończą studia na Uniwersytecie Jagiellońskim - mówi prof. Szczepański.

Partnerzy:

Prom
MSWiA
DUW
UKF
JCU
CIRS