Porwali dla miliona dolarów
Porwali dla miliona dolarów
Za uwolnienie piętnastoletniego Roma zażądali miliona dolarów okupu. O porwanie chłopca łódzka prokuratura oskarżyła dwóch jego kuzynów i osiem innych osób. Wczoraj stanęli przed sądem okręgowym
Anna Kołakowska
- Mój syn do tej pory nie doszedł do siebie - mówił ojciec porwanego Zbigniew Zakrzewski. - Całymi latami nie chciał wychodzić z domu.
Do porwania doszło ponad siedem lat temu. Chłopiec pojechał z jednym z kuzynów i już nie wrócił. Po 18 dniach został uwolniony, ale jego ojciec musiał zapłacić 166 tysięcy funtów okupu. - Mieliśmy olbrzymi problem z zebraniem takiej kwoty - mówił ojciec uprowadzonego. - Do tej pory ją spłacam.
Sprawą zajęli się policjanci z Centralnego Biura Śledczego i prokuratura okręgowa. Okazało się, że inicjatorami porwania byli dwaj kuzyni chłopca: Bogdan S. i Marek L. Chcieli uprowadzić go dla pieniędzy, ale jeden z nich miał też rzekomo zatarg z ojcem. Do zorganizowania porwania wciągnęli inne oso-by
Wczoraj cała dziesiątka zasiadła na ławie oskarżonych. Ławki dla publiczności zajęli członkowie rodziny uprowadzonego chłopaka. - Żeby cię krew zalała... Teraz jak pies przywiązany jesteś.... - komentowali, gdy policjanci wprowadzili romskich oskarżonych w kajdankach.
Podczas śledztwa część oskarżonych przyznała się do winy. Nie wiadomo, czy tak samo postąpiliby przed sądem, bo proces nie mógł się rozpocząć. Powód? Nieobecność jednego z obrońców.
- Pan mecenas informację o terminach rozpraw odebrał bardzo dużo wcześniej, już 23 marca - mówiła zdenerwowana sędzia Izabela Dercz. - Nie mamy żadnych wiadomości, które usprawiedliwiałyby jego nieobecność.
Jego klient oświadczył też, że obrońca ani raz nie skontaktował się z nim przed procesem.
Sąd postanowił zawiadomić Okręgową Radę Adwokacką o „rażącym naruszeniu obowiązków" przez mecenasa. Taka informacja przekazywana jest też do Ministerstwa Sprawiedliwości.
- Włożyliśmy wielki wysiłek organizacyjny w to, aby ta sprawa mogła się zacząć - mówiła sędzia Dercz. - Większość oskarżonych jest aresztowana
w innych sprawach. Terminy tej sprawy trzeba było uzgadniać z innymi sądami, a oskarżonych przetransportować do Łodzi.
Dziś sąd znów spróbuje rozpocząć proces.
O porwaniu romskiego nastolatka zgierską policję powiadomiono w lipcu 2002 r. 8 lipca Bogdan S. kupił samochód na giełdzie i wracał nim
przez Zgierz. Tam samochód rzekomo się zepsuł, dlatego S. wstąpił do domu rodziców nastolatka i poprosił, aby chłopak podjechał z nim do warsztatu.
Po drodze wyprzedzał ich inny samochód, manewr wykonał tak nieumiejętnie, że uderzył w nich. Kolizja była sfingowana, aby Bogdan S. miał pretekst do pościgu za tym autem i zjechania w boczną drogę.
Tam ze ściganego wozu wysiadło dwóch mężczyzn w pończochach na głowach. Wyciągnęli nastolatka z auta, a w kierunku jego kuzyna wymierzyli z pistoletu. Ten zamarkował utratę przytomności.
Chłopak stawiał opór, ale napastnicy bili go i kopali, więc w końcu wsiadł do auta. Bandyci z porwanym chłopcem pojechali w stronę Włocławka. Pierwszą noc mały Rom spędził w bagażniku auta, kolejne - w pomieszczeniach gospodarczych w różnych miejscowościach. Przez cały czas miał zasłonięte oczy i był bity.
Od razu powiedziano mu, że został porwany dla okupu. Od razu też kidnaperzy skontaktowali się z jego rodzicami. Na początku zażądali miliona dolarów, a dla upewnienia ich, że mają dziecko, pod jednym z kościołów w Bydgoszczy zostawili kasetę z jego nagraniem. Negocjacje trwały kilkanaście dni. W końcu ojciec zapłacił • 166 tysięcy funtów, a chłopiec został uwolniony.
Na wolności wciąż są jeszcze trzy osoby zamieszane w to porwanie. O
