Romowie.info - Portrety muszą zostać!

Portrety muszą zostać!

POLSKA
DZIENNIK ZACHODNI
Katowice 22-06-2009
DZ. / Nr 144

Portrety muszą zostać!


Polscy Romowie bronią siedmiu cennych portretów
Dzisiaj wyślą w tej sprawie list do Kongresu USA
Jacek Drost Oświęcim
Dzisiaj Stowarzyszenie Romów w Polsce, mające siedzibę w Oświęcimiu, wyśle list do Kongresu USA. Sprzeciwia się w nim wydaniu siedmiu portretów romskich więźniów byłego nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau autorce obrazów, Dinie Gottlieb-Babbitt.
- Na miłość boską, przecież dla nas te portrety są jak relikwie. W żadnym przypadku nie może dojść do sytuacji, że zostaną zwrócone autorce. To jedyne pamiątki po społeczności romskiej, która została zgładzona w Auschwitz - mówi Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce.
Siedem portretów wykonała Dina Gottlieb-Babbitt, która w 1943 roku trafiła do Auschwitz. Namalowała je na polecenie lekarza obozowego dr. Josefa Mengele. W ten sposób uniknęła śmierci. Portrety miały służyć dokumentacji rasistowskich badań pseudomedycznych. Dziś są jednymi z bardzo rzadkich pozostałości po zamordowanych w obozie Romach.
Blisko 90-letnia Gottlieb-Babbitt mieszka w USA. Po wojnie pracowała w Los Angeles dla największych studiów animacji, rysując m.in. tak znane postaci jak Speedy Gonzalez, Kaczor Daffy i Ptaszek Tweety. Od kilku lat żąda zwrotu wykonanych przez siebie portretów, uważając je za swoją własność. Na początku lat 90. Kongres USA potwierdził, że rysunki należą do Babbitti wydał Departamentowi Stanu polecenie interwencji Polska odmówiła wydania portretów. Babbitt otrzymała jedynie kopie rysunków. Z kolei w 2006 roku 450 karykaturzystów i rysowników z całego świata podpisało petycję, w której domagali się, by Polska zwróciła portrety jej autorce. Teraz sprawa zwrotu portretów wraca ponownie, bo - jak mówi prezes Kwiatkowski - Kongres podejmuje działania legislacyjne, mające na celu wywarcie presji na Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, by zwrócił portrety jej autorce.
- Kongresmeni w żaden sposób nie wspominają, iż osoby, które na obrazach zostały uwiecznione, to Romowie i Sinti, więźniowie Zigeuner-Familienlager na terenie Auschwitz-Birkenau. Dla naszej społeczności, najliczniejszej mniejszości etnicznej w Europie, jest to jeden z nielicznych dowodów męki, przez jaką przeszli nasi przodkowie w dobie niemieckiego terroru - piszą w liście do Kongresu USA polscy Romowie. Podkreślają, że szanują osobiste doświadczenia pani Diny, ale dla nich to relikwie, których nie zastąpią żadne kopie i nie wyobrażają sobie, by pojechały za ocean, gdzie znalazłyby się w prywatnych rękach
- W oświęcimskim Muzeum rocznie ogląda je tysiące ludzi - dodaje prezes Kwiatkowski
Wydaniu portretów sprzeciwia się też dyrekcja Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.
-Wielu więźniów wykonywało prace na rzecz obozu. Jedni budowali baraki, inni robili dokumentacji fotograficzną. Niemożna zaakceptować sytuacji, że każdy otrzymałby cząstkę tego, co zrobił w obozie - wyjaśnia Jarosław Mensfelt, rzecznik prasowy Muzeum.
W ubiegłym tygodniu stanowczy sprzeciw przeciwko wydaniu portretów wyraziła po raz kolejny (pierwszy raz uczyniła to przed pięcioma laty) Międzynarodowa Rada Oświęcimska przy premierze RP, składająca się z 25 osób z całego świata, której przewodniczy prof. Władysław Bartoszewski
- Rada z całą mocą i jednomyślnie podtrzymała swe dotychczasowe stanowisko: nie może być mowy o przekazaniu pani Gottlfeb-Babbitt oryginałów. W tym i we wszystkich innych podobnych przypadkach najwyższą wartością są autentyzm i integralność Miejsca Pamięci, ze wszystkimi jego nieruchomościami i ruchomościami (...). Poszanowanie tej zasady pozwoli uniknąć jakichkolwiek wątpliwości, które w przyszłości cynicznie mogliby wykorzystać negacjoniści - napisali w specjalnym oświadczeniu członkowie rady.
Odżyła sprawa zwrotu 7 portretów Romów, namalowanych w Auschwitz na rozkaz dr. Mengele przez czeską . Żydówkę Dinę Gottliebova, dziś Gottlieb-Babbitt z Los Angeles (str. 12). Międzynarodowa Rada Oświęcimska zdecydowała po raz kolejny („z całą mocą i jednomyślnie"), że oryginały pozostaną w Muzeum. Sędziwa rysowniczka, była więźniarka, musi się zadowolić kopiami. Dlaczego? Bo najwyższą wartością powinny być „autentyzm i integralność Miejsca Pamięci". Rada zignorowała w ten sposób apel 450 rysowników z całego świata i żądania Kongresu USA, by Polska zwróciła Dinie Babbitt jej akwarele.
Schorowana kobieta ma już ok. 90 lat i nie rozumie, dlaczego Polska nie chce jej oddać prac. Przyznam, że ja też nie rozumiem i zapewne spotka mnie za to surowa krytyka. Wiem, czego obawia się Muzeum. Precedens może otworzyć drogę do kolejnych żądań byłych więźniów. Będą się domagać wydania toreb, walizek, okularów, dokumentów. Z Holokaustu ocalało jednak niewielu i mają prawo do zwrotu swojej własności. Co zrobi Polska, gdy Departament Stanu, ponaglany przez Kongres, zacznie wywierać presję na nasz rząd? Co odpowiemy na pytanie, dlaczego Polska, podmiot prawa międzynarodowego, łamie naczelną zasadę mówiącą, że dzieło sztuki należy do jego twórcy. Nic by się nie stało, gdyby Muzeum miało kopie obrazów. Tymczasem Muzeum zapewnia, że rozumie emocjonalny stosunek pani Gottliebovej do prac wykonanych w obozie i... czeka, aż los i prawa biologii same rozstrzygną spór. Rada Oświęcimska kilka lat temu wydała oświadczenie: „Akwarele nigdy nie stanowiły własności ich autorki". Nie należały do niej, bo w obozie nie miała ludzkich praw, była tylko numerem. Te prawa odebrali jej hitlerowcy i my robimy to nadal, zaznaczając, że działamy w słusznej sprawie. A przecież Muzeum istnieje także po to, by przywracać ludziom godność i ich prawa jednostkowe.
Portrety odnalazły się w latach 70. ubiegłego wieku
„Na miłość boską, przecież dla nas te portrety są jak relikwie"
/Można je oglądać na wystawie w oświęcimskim Muzeum
Akwarele Diny nie są nasze
Stanisław Bubin
publicysta

Partnerzy:

Prom
MSWiA
DUW
UKF
JCU
CIRS