Policyjna lista Romów
Gazeta Wyborcza
Warszawa 08-10-10 DZ. / Nr 236
Policyjna lista Romów
Francuska żandarmeria sporządziła listy Romów i zbierała informacje na ich temat-pisze dziennik „Le Monde". To kolejny dowód na to, że Paryż wziął sobie za cel tę mniejszość
Dominika Pszczółkowska
Tym razem z działań pachnących rasizmem będą musiały tłumaczyć się nie tylko przed francuską i europejską opinią publiczną, lecz być może także przed sądem. Organizacje romskie zgłosiły bowiem sprawę do prokuratury. Chodzi o dane zbierane przez OCL-DI, komórkę żandarmerii do walki z grupami przestępczymi działającymi w więcej niż jednym miejscu w kraju. Według adwokatów czterech organizacji romskich chodzi o dane osobiste wskazujące na pochodzenie rasowe i etniczne. Żandarmi rysowali sobie podobno drzewa genealogiczne romskich rodzin.
We Francji takie działania są szczególnie naganne. Ani władzom, ani nikomu innemu nie wolno zbierać danych o rasie czy przynależności etnicznej konkretnych ludzi. Nie pyta się o to nawet w sondażach czy spisach powszechnych. A za zbieranie takich danych grozi pięć lat więzienia i 300 tys. euro grzywny.
- Te teczki przywodzą na myśl tylko bardzo złe skojarzenia - mówi „Le Monde" adwokat Romów William Bourdon. - Nie mamy roku 1940. Oczekujemy natychmiastowej reakcji władz, by to się skończyło. Dziś to rząd stanowi główne zagrożenie dla ładu społecznego - wtórowała mu druga adwokat Françoise Cotta. Sprawa natychmiast stała się głośna, bo władze od kilku miesięcy prowadzą wyjątkowo kontrowersyjną politykę wobec Romów. Obozy Romów są likwidowane, a mieszkańcy odsyłani do Rumunii i Bułgarii, skąd w większości pochodzą. Władze robią to, choć chodzi o obywateli UE, którzy mogą się swobodnie przemieszczać w Unii. Wyjątkowo ostro wypowiadają się też o imigrantach, co zdaniem wielu jest sposobem na odciągnięcie uwagi społeczeństwa od poważniejszych problemów, m.in. stanu gospodarki. Paryż powtarza, że odsyła obywateli innych krajów, oceniając poszczególne przypadki, m.in. to, czy osoby te mają we Francji pracę lub źródło utrzymania (jeśli nie, to zgodnie z unijnym prawem można odesłać taką osobę po trzech miesiącach). Takie zapewnienia złożyły m.in. zaniepokojonej Komisji Europejskiej. Media wyciągnęły jednak na jaw rządowy okólnik przeczący tym zapewnieniom - władze poganiały w nim prefektów, by likwidowali romskie obozy. Z powodu Romów dosadny list do Sarkozy'ego napisał szef MSZ Bernard Kouchner. Ujawnione teraz dokumenty żandarmerii to kolejny dowód na to, że dla władz istotna jest przynależność etniczna, a nie czyny czy sytuacja życiowa poszczególnych osób. We Francji, która chlubiła się równym traktowaniem wszystkich obywateli, to wyjątkowo szokujące. Sprawa może być o wiele starsza niż ostatnia antyromska polityka władz. Niektóre dokumenty odnalezione w internecie przez prawników Romów pochodzą już z 2004 r. MSW, które nadzoruje żandarmerię, twierdzi, że żadnych teczek z danymi etnicznymi nie ma, ale przyznaje, że kiedyś żandarmeria miała dossier z informacjami genealogicznymi cygańskich rodzin. Podobno zostało ono zniszczone w 2007 r. Według doniesień mediów sprawa traktowania Romów jest przedmiotem wyjątkowo gorącego sporu w rządzie. Tygodnik „Nouvel Observateur" donosi, że z tego powodu rząd chciał opuścić szef MSZ Bernard Kouchner. Napisał o tym w sierpniu wyjątkowo dosadnie w liście do prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego. Powody to „skręt [władz] w kierunku tematyki bezpieczeństwa", koniec otwarcia Nicolasa Sarkozy'ego na lewicę i „upokorzenia", jakich doznawał ze strony prezydenckich doradców. Na razie związany z lewicą minister nadal zasiada w prawicowym rządzie. Jeśli podczas planowanego naje-sień remanentu opuści gabinet, będzie to oznaczało koniec otwartości prezydenta Sarkozy'ego na środowiska polityczne, z którymi nie jest związany, i wyraźne przesunięcie rządu na prawo. Wszystko wskazuje na to, że tak się stanie. Gdy w 2007 r. Sarkozy zaprosił do rządu Kouchnera, powszechnie szanowanego założyciela organizacji Lekarze bez Granic, oraz kilku innych polityków lewicy, był to ważny sygnał, że chce być prezydentem wszystkich Francuzów, a nie tylko mających sympatie prawicowe. Wytrącił też oręż z ręki przeciwników. Kouchner już od wielu tygodni dawał sygnały, że nie zgadza się z polityką Sarkozy'ego. W związku ze sprawą Romów mówił, że rozważał dymisję, ale dopiero ujawniony przez „Nouvel Observateur" list pokazuje, że na rozważaniach się nie skończyło, a konflikt w rządzie wokół tej sprawy jest wyjątkowo gwałtowny. Nie wiadomo, co stało się po wysłaniu przez Kouchnera listu i czyjego odejściejestjuż uzgodnione. Po rewelacjach tygodnika minister wydał oświadczenie, w którym podkreśla, że jego stosunki z Pałacem Elizejskim zawsze charakteryzowały lojalność i szczerość. Nie dementuje jednak doniesień o liście.
