Pojechali Cyganie taborem do nieba
POLSKA Kurier Lubelski
Lublin
26-10-2009 DZ. / Nr 251
Pojechali Cyganie taborem do nieba
Jutro w Nowodworze odsłonięcie pomnika ku czci ofiar z 1942 r.
Jutro w Nowodworze, gra.. Ułęż, odsłonięty zostanie pomnik ku czci zamordowanych tam w czasie II wojny Romów. Niemcy rozstrzelali ponad czterdziestu mężczyzn, kobiet i dzieci. O tragedii opowiedział swojemu synowi Czesławowi Jan Kłak, nieżyjący już dziś rolnik z Nowodworu, naoczny świadek wydarzeń. - Miałem jakieś dziesięć lat, jechaliśmy z ojcem furmanką na targ do Ryk. Był wczesny ranek, nad płytą lotniska w Ułężu, w rowie i przydrożnych chaszczach stała mgła. Ta mgła jak mleko przypomniała memu ojcu o zdarzeniu, które miało tam miejsce w 1942 roku. Opowiadał, że ziemia paruje tak samo jak tamtego wojennego październikowego dnia, po egzekucji grupy Cyganów. Wyglądała jak duch uchodzący z zamordowanych ciał - mówił mi ojciec, a ja widziałem to zdarzenie oczami wyobraźni i po wielu latach, jako dorosły człowiek, spisałem je - relacjonuje dziś Czesław Kłak. Był październikowy dzień, kiedy w okolice lotniska przyjechał cygański tabor. Kilkanaście wozów, jak zapamiętał Jan Kłak. Prawdopodobnie była to kapela i śpiewacy, jadący z getta romskiego w Mińsku Mazowieckim do koszar wojskowych na występy. Mieli na to odpowiedni glejt. Romowie rozbili obóz w Nowodworze. Zapłonęły ogniska, chłopcy wybrali się do pobliskiego stawu po ryby.
Ale ktoś zawiadomił Niemców. Przyjechali, otoczyli gromadę i popędzili na lotnisko. Tam kazali się ludziom rozbierać, a potem biec na startowe pasy. - Zabawiali się. Urządzili sobie polowanie, strzelali do ludzi jak do zajęcy - opowiada Tadeusz Winczewski, prezes dęblińskiego oddziału Stowarzyszenia Romów w Polsce, inicjator budowy pomnika. - Jeden młody mężczyzna uciekał winnym kierunku niż wszyscy. Może by mu się udało, gdyby nie kula granatowego policjanta. Za to miała szczęście sześcioletnia dziewczynka, którą -po drodze - udało się jej ojcu zepchnąć z wozu w przydrożne krzaki. Dziecko przygarnęli ludzie w sąsiedniej wiosce -Ściance, a przy nadarzającej się okazji oddali Romom. - Postanowiłem ją odnaleźć - wspomina Tadeusz Winczewski.
- Była już stara, schorowana. Opowiedziała mi swoją historię, ale prosiła o nieujawnianie jej nazwiska. Wiem też, że tym uciekającym chłopcem był jej starszy brat. Winczewski dotarł również do rodziny granatowego policjanta, który zabił chłopca.
- Chciałem się upewnić, czy to prawda. Nie chciano ze mną rozmawiać - opowiada.
Wojenna historia zaczęła żyć drugim życiem. Domagała się upamiętnienia. Do Tadeusza Winczewskiego, Czesława Kłaka dołączył Waldemar Hojszyk, długoletni sołtys Nowodworu i wkrótce narodził się wspólny pomysł, żeby uczcić pamięć o zamordowanych Romach. - Martyrologia Cyganów - parrajmos - na to zasługuje. Ja nie dzielę ludzi. W Zielonogórskiem, gdzie wcześniej mieszkałem z rodzicami, odwiedzali nas w domu Cyganie. Nie zdarzyło się, żeby coś zginęło. Istnieje wiele stereotypów na ich temat, a przecież zachowali niezwykłą kulturę i odrębność-wyjaśnia były sołtys. Teresa i Tadeusz Zomerowie pomnik zaprojektowali, umieszczając w nim wielki kamień pochodzący z okolic Nowodworu.
- Jeszcze w 1938 roku Himmler uznał Cyganów za element aspołeczny i przeznaczył do likwidacji - przypomina prof. Zygmunt Mańkowski, historyk. - Po 1 września 1939 roku Niemcy rozpoczęli aresztowania również Romów i egzekucje na terenach wcielonych do Rzeszy - w Wielkopolsce, na Pomorzu i Śląsku. Część przesiedlano do Generalnej Guberni. Osadzano ich min. w gettach razem z Żydami lub w specjalnie oznaczonych wsiach. Ginęli w obozach w Bełżcu, Auschwitz. To ewidentna zbrodnia ludobójstwa.
Jutro p godz. 11.30 w Nowodworze początek uroczystości odsłonięcia jedynego w kraju pomnika upamiętniającego martyrologię Cyganów taborytów. -To radość nie tylko dla Romów -podkreśla Tadeusz Winczewski.
Ewa Czerwińska
