Papusza w sześciu odsłonach
Gazeta Wyborcza
Warszawa 06-10-10 DZ. / Nr 234
Środa 6 października 2010. Gazeta Wyborcza. www.wyborcza.pl
Kultura
Papusza w sześciu odsłonach
-Zanim zaczniemy resocjalizować Romów jak postulują mądrale tego świata, dowiedzmy się o nich czegoś - mówi scenarzystka i reżyserka Joanna Kos-Krauze, która z Krzysztofem Krauzem kręci film o Papuszy i Romach.
Rozmowa z Joanną Kos-Krauze:
Donata Subbotko: Dlaczego postanowiliście nakręcić film o Papuszy i Romach?
Joanna Kos-Krauze: Szukamy takich projektów, w które warto zainwestować parę lat życia. Starannie się do nich przygotowujemy, sami piszemy scenariusze - to wymaga czasu i determinacji. Papusza jest jednym z moich ukochanych bohaterów jeszcze od czasów liceum. Podobnie jak przy Nikiforze - najpierw poruszyła mnie jej historia. Wiersze - jako poetycki ewenement, ich silę - zaczęłam świadomie doceniać później. W naszych rozmowach z Krzysztofem temat Papuszy ciągle powracał. W końcu do niego dojrzeliśmy. Kilka dni temu zaczęliśmy tzw. zdjęcia uciekające, plenery bez aktorów. Potrzebujemy ich, bo to będzie duże historyczne kino. Zdjęcia aktorskie ruszą koło lutego i potrwają do maja. W produkcję wszedł PISF, od którego dostaliśmy właśnie 5 min zł, a także Canal+ i TVP. Kręcić będziemy we wschodniej Polsce - okolice Suwałk, Biebrzy... Jaka będzie wasza Papusza?
- Połączenie niezłomności charakteru z delikatnością. Papusza była osobą nadwrażliwą. Świat ją zachwycał, ale i uwierał. Gdy ktoś ją zwymyślał, krzyknął, potrafiła zemdleć.
Poruszające są archiwalne materiały radiowe - w głosie Papuszy jest miękkość, życzliwość na granicy dziecięcej egzaltacji i jakiś ciemny ton, łęk. Dla mnie to głos człowieka zastraszonego, próbującego ten zachwyt nad światem utrzymać na siłę, człowieka przepraszającego, że żyje. Niezależnie od dramatów, upokorzeń, jakie znosiła, nie była zgorzkniała. Słyszę w jej głosie błaganie o akceptację. Notabene Papusza mówiła bardzo dobrze po polsku. Te monologi są czystą poezją. Taki slam tamtych czasów. To będzie film o poetce czy o romskiej poetce?
- O cenie, którą się płaci za inność. Osip Mandelsztam powtarzał: „Prawdziwa sztuka zawsze na początku jest niechciana". Papusza była po pierwsze Cyganką, po drugie - cygańską kobietą, która ośmieliła się nauczyć czytać i pisać. To, że jej wiersze zostały przetłumaczone na język polski, że powstał pierwszy słownik polsko-romski, było złamaniem niepisanego kodeksu cygańskiego „romani-pen", na którym każdy Rom opiera swoje poczucie tożsamości i bezpieczeństwa. W kontaktach ze światem dla Romów największym zakazem tabu i czym jest język. Pilnują, żeby „gadzie", czyli obcy, nie mieli do niego dostępu. Papusza tę zasadę złamała na skutek spotkania z Jerzym Ficowskim. Ona zapisywała wiersze fonetycznie, po romsku, a Ficowski je tłumaczył. Przy tej okazji powstał pierwszy w historii słownik polsko-romski, co miało smutne reperkusje, bo ubecja wykorzystywała go przy przeprowadzaniu akcji „Wielki postój", czyli przymusowego osiedlania Romów.
Papusza przeżyła nie tylko odrzucenie jako artystka, ale również jako członek wspólnoty, bez której nie potrafiła żyć. I tworzyć. Żyła blisko 80 lat. Ile jej historii zobaczymy na ekranie?
- Po raz pierwszy poważyliśmy się z Krzysztofem na eksperyment ze strukturą narracyjną Dzięki temu możemy opowiedzieć jej życie od narodzin do odejścia. Do tej pory nasze scenariusze miały klasyczną, linearną konstrukcję, czasem używaliśmy pewnych klamer dramaturgicznych. Ten film ma strukturę emocjonalną. Opowiadamy go w sześciu odsłonach czasowych. Sami jesteśmy ciekawi, jak to się sprawdzi. Odtwórczyni Papuszy dopiero szukamy. W pierwszym rzędzie wśród Romów, ale pod sercem mamy też inne swoje typy. Zagrają trzy aktorki: jedna Papuszę siedmioletnią, druga - nastoletnią, przeżywającą pierwszą miłość, trzecia - Papuszę od jej 29. roku życia aż do końca. Wielkie wyzwanie dla aktorki i charakteryzatora. Źródłem inspiracji do opowieści o Cyganach były zapewne książki Jerzego Ficowskiego?
- Tłumaczenia poezji Papuszy zachwycają, ponieważ dokonał ich ten wybitny poeta. Moim zdaniem niedoceniony w Polsce. Nasz film będzie mu dedykowany. Bez książek Jerzego Ficowskiego o Romach, bez jego gigantycznej pracy nie byłoby tego projektu. Od początku mogliśmy liczyć na wsparcie i piękne opowieści Elżbiety Ficowskiej, żony Jerzego. Ona tak jak my jest zdeterminowana, żeby ten film powstał. Pomogły nam też książki Adama Bartosza i Andrzeja Mirgi. Wiele zawdzięczamy Angelice Kuźniak, która przygotowuje książkę o Papuszy. Jej archiwum i tytaniczna praca są imponujące. Nasz film będzie opowieścią m.in. o spotkaniu Jerzego i Papuszy, które zaważyło na ich życiu. Na starość Papusza powtarzała: „Gdybym ja, głupia, nie nauczyła się czytać i pisać, byłabym dzisiaj szczęśliwa...". Ficowski rozpoznał jej talent, namówił ją, żeby zaczęła zapisywać wiersze, potem je tłumaczył, dokonał wersyfikacji utworów. Wspólnie z Julianem Tuwimem, dzięki któremu jej wiersze po raz pierwszy wydrukowano, uknuli spisek. Spisek dwóch poetów, aby ocalić i pokazać światu trzeciego - Papuszę.
Wykorzystacie romską muzykę ludową?
- Muzykę pisze Jan Kanty Pawluśkiewicz. Jest pierwszym na świecie autorem oratorium do tekstu w języku romskim, zresztą wierszy Papuszy. Stworzył je wiele lat temu. Część tej muzyki użyjemy, resztę dopisze. Papusza swoje pieśni improwizowała, głównie przy akompaniamencie harf.
Jaki był los polskich Romów w czasach Papuszy, a jaki jest teraz?
- Komuna była zamrażarką problemów tej mniejszości - Romowie byli przymusowo osiedlani, każdy z nich znajdował prawdziwe lub fikcyjne zatrudnienie, mieli dostęp do edukacji, ale nie zrobiono nic dla ich rzeczywistej integracji.
Problem się zaczął, gdy komuna padła. Regulowano prawo własności i okazało się, że w gospodarce wolnorynkowej Romowie się nie odnajdują. Ekonomiści mówią, że to społeczność, która najbardziej odczuła ten ostatni kryzys. Na Słowacji, Węgrzech, w Czechach są ostatni w kolejce do pracy i pierwsi do zwolnienia.
W Polsce za ich sytuację odpowiedzialna jest realnie w MSWiA tylko jedna osoba. Niedawno na spotkaniu w Lublinie marszałek Grzegorz Schetyna na pytanie o Romów odpowiedział, że u nas polityka mniejszościowa jest modelowa. Włosy stają dęba! Jedna osoba odpowiedzialna za ponad 20-tysięczną mniejszość! Od 30 lat stwarzamy pozory, że u nas nie ma problemów z mniejszościami, bo ostatnią wysłaliśmy na emigrację w 1968 r. i udajemy, że mamy jednolite społeczeństwo. Ten słynny świr, rumuński faszysta Antonescu w czasie drugiej wojny światowej jako pierwszy zdefiniował Romów niejako nację, ale jako problem - „problem cygański". Jest XXI wiek, a my do tej pory operujemy takim samym językiem! O asymilacji Romów nie ma co mówić, dla tej grupy to zły pomysł, ale trzeba ich integrować przez edukację dzieci. W Stanach dzieciom z najbiedniejszych czarnych rodzin proponowano stypendia, uczyły się w klasach integracyjnych - do takiej szkoły chodziła Michelle Obama.
