Romowie.info - Pamięci Romów w getcie

Pamięci Romów w getcie

Gazeta Wyborcza - Łódź
Łódź
26-08-2009 DZ. / Nr 199

Pamięci Romów w getcie


Rozmowa z Julianem Baranowskim
Dziś o 15 przy ulicy Wojska Polskiego 84, gdzie w czasie wojny mieścił się obóz cygański, zostaną złożone kwiaty i otwarta izba pamięci ponad 5 tys. Romów przywiezionych przez Niemców z Burgenlandu w 1941 roku. Wszyscy zginęli. Joanna Podolska:
W listopadzie 1941 roku do getta Litzmannstadt Niemcy przywieźli ponad 5 tys. Romów z Burgenlandu na pograniczu austriacko -węgierskim, w tym prawie 2700 dzieci. Dlaczego? Juuan Baranowski*: Przesiedlenie ludności romskiej ma związek z budową przez Niemców ośrodka zagłady w Chełmnie nad Nerem na północ od Łodzi. Nie ma wątpliwości, że ta ludność od początku była przeznaczona do unicestwienia Obóz wgetcie litzmannstadt był tylko miejscem przejściowym. Obóz cygański ulokowano na terenie getta, ale był ściśle od niego odizolowany. Wybudowano nawet specjalne podwójne zasieki z drutu kolczastego. Dlaczego Żydzi tak się oddzielali od Cyganów? Czego się bali? Ze Cyganie zdezorganizują pracę getta na rzecz III Rzeszy. Krążyły przecież stereotypowe opinie, że są leniwi i nie będą chcieli pracować. Poza tym ponad połowę z nich stanowiły dzieci. To Rumkowski, przełożony starszeństwa Żydów w getcie łódzkim, postarał się, by obóz był ściśle oddzielony od getta. Zresztą Niemcy też do tego dążyli. Nadzór nad obozem sprawowało gestapo i policja kryminalna, ale Żydzi musieli zająć się aprowizacją obozu, grzebaniem zmarłych na cmentarzu żydowskim, żydowscy lekarze leczyli Romów. Z jednej strony obozu pilnowali funkcjonariusze niemieccy, od wewnątrz - policja żydowska. Opisał Pan w swojej książce, że warunki w obozie dla Romów były makabryczne. Tak, warunki w obozie cygańskim byry znacznie gorsze niż w getcie. To miejsce nie było dostosowane do życia ludzi. Arnold Mostowicz, których jako lekarz był w obozie cygańskim, porównał widok pomieszczeń, w których leżeli Cyganie, do szpitala w Indiach, gdzie ludzie masowo umierali. Brakowało wszystkiego: zamiast łóżek leżały sienniki albo szmaty, nie było talerzy, łyżek, sztućców. Brakowało nawet podstawowych urządzeń sanitarnych Nie było kuchni Nawet odpowiedniej liczby latryn. A przecież było tam mnóstwo małych dzieci. Nic dziwnego, że szybko wybuchła epidemia. Można powiedzieć, że tyfus przyspieszył wywózki Romów do Chełmna? W ciągu siedmiu tygodni w obozie zmarło ponad 700 osób. Tyfus przeniósł się do getta, zarazili się nim żydowscy lekarze, dwóch zmarło. Zachorowali nawet funkcjonariusze niemieccy, w tym komendant obozu Eugen Jansen, który przychodził na inspekcje ze swoim pięknym owczarkiem. Zmarł 23 grudnia 1941 roku. Na Niemców padł blady strach i już 5 stycznia zaczęli wywozić ludność romską do Chełmna nad Nerem. Zostali zamordowani. Nikt nie przeżył. Mówi się, że była to romska elita. Dlaczego o tym obozie tak mało wiadomo? Bo nie ma dokumentów, nie ma świadków. Znamy tylko nazwiska osób, z jakich obozów przejściowych w Austrii zostali przywiezieni do getta Litzmannstadt, i mamy dokumenty z okresu ich pobytu w getcie. Ale niewiele wiadomo o tej ludności sprzed wojny. Może jakieś badania w Burgenlandzie trochę temat rozjaśnią.
Rozmawiała Joanna Podolska
* Julian Baranowski
wybitny znawca dziejów getta Litzmannstadt, starszy kustosz Archiwum Państwowego w Łodzi, autor książek „Łódzkie getto 1940-1944. Vademecum" i „Obóz cygański w Łodzi" oraz wielu innych publikacji.

Partnerzy:

Prom
MSWiA
DUW
UKF
JCU
CIRS