Romowie.info - Ksiądz cygani

Ksiądz cygani

Nie
Warszawa 15-10-2009 T. / Nr 42

Na Czarnym lądzie
Ksiądz cygani


O kapłanie, który Romów uczyć kazał.
- Mała mniejszość, duży kłopot - tak najkrócej można scharakteryzować osiadłych w Polsce Romów. Wprawdzie jest ich tylko 30 tysięcy, ale nie dają się zasymilować, wędrują z jednego krańca Pomrocznej na drugi, wydają córki za mąż w wieku 12-13 lat i co trzeci nie potrafi się podpisać.
Nieletnia żona
- Przyszło zgłoszenie ze szkoły, że 12-latka jest w ciąży. To przestępstwo, tym bardziej że ojciec dziecka jest starszy od przyszłej matki o 10 lat. Pedofilia. Ale dziewczynka jest Cyganką. Przesłuchałem Romów, tłumaczą, że chodzi o uświęcony związek małżeński zawarty za zgodą wszystkich stron. Ze u nich panny zmieniają stan cywilny i tracą dziewictwo w tym wieku. No i co, wsadzić chłopa do kryminału tylko dlatego, że pozwolił świeżo poślubionej żonie nauczyć się czytać? - opowiadał o swoich wątpliwościach znajomy prokurator.
Na wszelki wypadek polscy Romowie olewają obowiązek szkolny. Jak dziewczynie rośnie brzuch w domu, nikt nie leci z językiem do organów ścigania. Poza tym Cyganka nie ma prawa zdjąć długiej spódnicy, nawet na lekcjach wychowania fizycznego, a Cygan spodni z szerokimi nogawkami. Szorty są zakazane, rurki też. Już to budzi wesołość rówieśników. A jak jeszcze zagadają po swojemu, uczniowie pękają ze śmiechu. Albo jak 13-latka w pierwszej klasie razem z 7-latkami uczy się liter.
Efekt taki, że Cyganie unikają szkół jak morowej zarazy. 30 proc. populacji nie czyta i nie pisze. Ponieważ żyją w drodze, ciężko administracyjnie wymusić zmianę. Zresztą nie przejmują się pouczeniami z urzędów ani nakładanymi mandatami.
Fachowcy uradzili, że jedynym sposobem na zachęcenie Cyganów do korzystania z dobrodziejstw szkolnictwa RP jest tworzenie romskich klas. Pomysł napiętnowali politycy z lewa i z prawa („to narodowe getta"), ale nic lepszego nie wymyślono. Aż do czasu, gdy proboszcz Jerzy Zawadzki z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Suwałkach postanowił utworzyć pierwszą w kraju szkołę romską. Gdy chodził po kolędzie, nazbierał 8 uczniów.
Zaprosił Jacka Milewskiego, świeżo upieczonego absolwenta teologii, kazał oporządzić przykościelną salkę i pozbierać dzieci. To było w roku 1993.
Milewski wiedział o Cyganach tyle, że w Suwałkach koczują przy ul. Wesołej, nad Czarną Hańczą, i że w przeszłości matka zabraniała mu zapuszczać się w tamte rejony, bo niebezpiecznie. Rzeczywiście dostał kiedyś od nich kamieniem dużym jak pięść.
Phaś-Rom
Milewski chodził od rodziny do rodziny, przekonywał, żeby przysłali pociechy do parafii.
- Romanipen stracą - słyszał. Czyli kulturę romską.
On - gadzio (obcy) - przekonywał, że wręcz odwrotnie. Jak nauczą się pisać i czytać, będą mogły ją utrwalić. Spisać zwyczaje i słowa. Może nawet stworzyć romski elementarz, bo przecież język się degeneruje i nasącza zapożyczeniami z polskiego. Kiwali głowami, aż ktoś ze starszyzny przypomniał sobie, że przed wojną najbogatsi Cyganie wynajmowali nauczycieli albo wysyłali pociechy do szkół.
Zebrano kilkunastu chętnych w wieku od 7 do 14 lat. Nie umieli czytać ani pisać. Jak Milewski zabrał ich na wycieczkę za miasto, myśleli o jeziorze, że to ocean. Oczekiwali, że w zoo zobaczą dinozaura. Bez skrępowania wypytywali nauczyciela, czy kocha żonę albo czy dobrze spał minionej nocy.
Lekcja trwała czasem pół godziny, czasem dwie. W zależności od humorów uczniów. Mimo to po feriach wielkanocnych żaden nie wrócił.
- Dlaczego? - pytał Milewski w kolejnych rodzinach.
- Bez zaproszenia nie można - usłyszał. Potem szło gładko. Dyscyplina pewnie
inna niż w polskich podstawówkach. Program nie całkiem taki sam. Większa niż gdzie indziej dbałość o posiłki. Ale dzieci przychodziły. A wieczorem w ławkach gnietli się dorośli.
Szkoła zajęła pierwsze miejsce w konkursie „Pro Publico Bono", ks. Zawadzkiego uhonorowano medalem KEN, o Milewskim podopieczni mówili: Phaś-Rom. Półcygan. Albo kako. Wujek.
Miejscowi księżowską ekstrawagancję przyjmowali z mieszanymi uczuciami.
Rozpierducha
Ks. Zawadzki, o którym jedni mówili „święty", a inni „wariat", umarł 2 lata temu. Parafię i szkołę objął ks. Jarema Sykulski, w przeszłości kanclerz ełckiej kurii, obecnie kanclerz Wyższej Szkoły Suwalsko - Mazurskiej im. J.P2. Wszyscy miejscowi zgadzają się z tym, że ks. Sykulski w odróżnieniu od-ks. Zawadzkiego umie liczyć. Wiem od nauczycieli romskiej szkoły, że wyliczył, iż hołubienie Cyganów w obecnej formie jest nierentowne. Państwowa dopłata nie pokrywa kosztów.
Owszem, wpadają dotacje z innych źródeł, ale po co je marnować na karmienie Romów. Albo pisanie za nich pism do urzędów. A Milewski chciał, żeby było po staremu, albo lepiej. Wydał właśnie książkę „Dym się rozwiewa", poświęconą podopiecznym. Została nominowana do tegorocznej nagrody mediów publicznych Cogito. Marzył mu się romski elementarz.
We wrześniu 2009 r. z dnia na dzień proboszcz Sykulski zwolnił dyrektora Milewskiego z roboty.
- Straciłem zaufanie - uzasadnił. I Sykulski, i Milewski nie zdradzają
szczegółów.
- Na pewno nie chodziło o niezadowolenie społeczności romskiej. To dobry nauczyciel i dobry człowiek. Bardzo go cenię - Stanisław Stankiewicz, działacz romski, redaktor naczelny miesięcznika „Rrom p-o Drom", rekomenduje Milewskiego, gdzie tylko może.
Dotychczasowi podwładni wypieprzonego mówią, że powodem jest szmal. Podobno lada dzień na konto szkoły ma trafić duża kasa z jakiejś dotacji.
Sam Milewski wniósł pozew do sądu pracy, bo uważa, że zwolniono go bezprawnie. Żąda zadośćuczynienia w wysokości 7 tys. zł. Kilka dni temu odbyła się pierwsza rozprawa. Proboszcz Sykulski wystąpił z propozycją ugody, szczegóły będą znane za kilka dni. Pewnie Kościół kat. zdecyduje się zapłacić. To drobna opłata za postawienie na swoim.
BOŻENA DUNAT
bdunat@redakcja.nie.com.pl
Laptopy dla Romów
W Poznaniu mieszka ok. 1000 Romów, 400 w wieku szkolnym. Tylko 150 chodzi do szkół. Fundacja Bahtate Roma (Szczęśliwi Cyganie) uważa, że pozostali mogą uczyć się w domach za pośrednictwem internetu. Rozdano już 50 komputerów zakupionych ze środków UE. Do rozdania jest jeszcze 30. W tym roku w Poznaniu ruszy integracyjny oddział przedszkolny dla polskich i romskich dzieci. Na trzech cygańskich przedszkolaków ma przypadać jeden opiekun (rodzic lub osoba z rodziny). Za wyżywienie i wynagrodzenie zapłaci fundacja. Zdaniem romskiej starszyzyny akcja z rozdawaniem laptopów może być chybiona, gdyż obdarowanym oprócz sprzętu potrzebny jest jeszcze ktoś, kto nauczy go obsługiwać.       B.D.

Partnerzy:

Prom
MSWiA
DUW
UKF
JCU
CIRS