Kolonie integracyjne dzielą zamiast łączyć
POLSKA Kurier Lubelski
Lublin
29-06-2009 DZ. / Nr 150
Kolonie integracyjne dzielą zamiast łączyć
Stowarzyszenie „Rom" sobie, a urzędnicy sobie. Tak wygląda organizacja tegorocznych kolonii integracyjnych dla dzieci polskich i romskich. Zamiast rozmowy na temat tego, jak powinien wyglądać wyjazd są wzajemne oskarżenia. 30 czerwca 14 dzieci romskich i polskich miało wyruszyć na obóz integracyjny. Do wyjazdu jednak nie dojdzie. Stowarzyszenie „Rom" winą za to obarcza urzędników ratusza i wojewody. Kiedy próbowaliśmy walczyć o ten wyjazd pokazano nam drzwi i kazano się wynosić - mówi Bogdan Szczerba, prezes stowarzyszenia. Obozy integracyjne odbywają się od trzech lat. Organizuje je Urząd Miasta przy współpracy ze Stowarzyszeniem „Rom". Pieniądze pochodzą z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. W tym roku, zgodnie z tradycją, stowarzyszenie zaplanowało dwa turnusy. Urząd Miasta napisał projekt do MSWiA na jeden turnus, za to liczniejszy. Kiedy dowiedzieliśmy się o tym, próbowaliśmy to zmienić - mówi Bogdan Szczerba. Za te same pieniądze, bez pośrednictwa biura podróży, zorganizowalibyśmy wyjazd dla nieco liczniejszej grupy dzieci. Urząd Miasta za pośrednictwem Urzędu Wojewódzkiego wystąpił do MSWiA o zmianę pierwotnego projektu. Procedury trwają. Tymczasem ani wyjazd zaplanowny przez stowarzyszenie, ani ten założony przez projekt nie został zorganizowany. To wina urzędników - mówi Bogdan Szczerba. W Wydziale Oświaty od początku zakładano, że wyjazd w tej formie, jak myśmy zaplanowali nie dojdzie do skutku. Z kolei w Urzędzie Wojewódzkim za nasze sprawy odpowiada tylko jedna urzędniczka, która ciągle jest jak nie na urlopie, to na zwolnieniu. Członkowie stowarzyszenia poszli z tą sprawą do dyrektora odpowiedniego wydziału, ale jego również nie było. W końcu trafili do wicewojewody. Chcieliśmy się spotkać lub chociaż umówić na spotkanie, bo czas naglił - tłumaczy Szczerba. Wicewojewoda nie chciała nas przyjąć. Wtedy w sekretariacie pojawił się jakiś człowiek, który otworzył drzwi i powiedział do mnie „wynocha". Kiedy poprosiłem, by się przedstawił, powiedział, że jego nazwisko jest napisane na drzwiach i mogę je sobie sam przeczytać! Później dowiedziałem się, że był to Michał Jastrzębski, doradca wicewojewody Henryki Strojnowskiej. Napisałem na niego skargę. Jastrzębski zaprzecza oskarżeniom. Pan Szczerba zachowywał się niegrzecznie i nieelegancko wobec sekretarki. Próbował wykorzystać to, że jest przedstawicielem mniejszości narodowej, oskarżał ją o rasizm. Dlatego interweniowałem. Poprosiłem, aby wyszedł i się uspokoił. Byłem stanowczy, ale nie użyłem wobec niego słowa „wynocha". Urzędnicy z Urzędu Miasta zapewniają, że dojdzie do wyjazdu integracyjnego. Nie w terminie zaplanowanym przez stowarzyszenie, ale na pewno zorganizujemy w te wakacje dwa turnusy dla dzieci polskich i romskich -zapewniał Włodzimierz Wysocki, z-ca prezydenta Lublina podczas spotkania z członkami stowarzyszenia „Rom". Państwo nie możecie oczekiwać od nas, że będziemy postępować dokładnie według Waszych oczekiwań. Obowiązują nas pewne procedury. Bogdan Szczerba w jego zapewnienia jednak nie wierzy. To wszystko powinno być już dawno zorganizowane, gdzie teraz urzędnicy znajdą miejsca. Przecież rezerwacji trzeba dokonywać z wyprzedzeniem. Urzędnicy chcą z nami współpracować tylko wtedy, gdy robimy wszystko zgodnie z ich oczekiwaniami. Kiedy zaczynamy walczyć, pojawiają się problemy.
Maria Krzos
