Jeden dzień z życia prawdziwego Cygana
Gazeta Olsztyńska
Olsztyn
27/28-06-2009 DZ. / Nr 149
Olsztyn.
Jeden dzień z życia prawdziwego Cygana
Tabor na plaży, czyli jak powstaje najlepsza na świecie patelnia.
Na tradycyjnym cygańskim weselu nie było orkiestry. Zastępowały ją popisy wokalne poszczególnych rodzin. Na plaży miejskiej w rolę śpiewających rodzin wcielały się zespoły, które na zmianę przygrywały widzom na scenie.
Kilkudziesięciu Romów w piątek rozbiło się obozem na plaży miejskiej w Olsztynie. Po co? Żeby odtworzyć . jeden dzień z życia dawnych Cyganów.
— Chcę dać naszym dzieciom i widzom namiastkę tego, w czym uczestniczyłem za miodu — mówi Adam Fedorowicz, szef Stowarzyszenia Kultury Romskiej Hitano, które w piątek na plaży miejskiej zorganizowało Tabor Cygański — imprezę pokazującą w pigułce jeden dzień z życia Roma. — Gdy byłem młody, Cyganie ciągle jeszcze podróżowali wozami. Zatrzymywali się w wioskach, a gdy w pobliżu były obozy innych rodzin, spotykali się i wspólnie świętowali. Chcemy pokazać, jak wyglądało życie w takim obozie.
Porwanie i wesele
Prawdziwy obóz cygański, gdy spotykało się kilka rodzin, mógł liczyć nawet 50 wozów. Koczowało w nim około 150 osób. — Nasz jest skromniejszy, ale to nie znaczy, że gorszy — zapewnia Fedorowicz. — Odtworzymy te wszystkie zdarzenia, do jakich często dochodziło w prawdziwym obozowisku. Będzie m.in. porwanie przez kawalera kandydatki na pannę młodą i cygańskie wesele.
Cygańskie wesele było nie lada przedsięwzięciem. Uroczystości trwały nawet tydzień. — Po symbolicznym porwaniu dziewczyny para wracała do obozu i prosiła rodziców o zgodę na zawarcie małżeństwa — mówi Violetta, jedna z uczestniczek imprezy. — Po związaniu rąk narzeczonych chustą małżeństwo było zawarte. Potem była zabawa.
Na tradycyjnym cygańskim weselu nie było orkiestry. Zastępowały ją popisy wokalne poszczególnych rodzin. Na plaży miejskiej w rolę śpiewających rodzin wcielały się zespoły, które na zmianę przygrywały widzom na scenie.
Żeby nie przywierało Cyganie organizowali obozy nie tylko po to, by się bawić. Zatrzymywali się niedaleko wiosek, żeby sprzedać ich mieszkańcom to, co wyprodukowali albo wyhodowali. — Cyganie słynęli z posiadania znakomitych koni. Liczba zwierząt, które posiadała rodzina, była jednym z mierników zamożności — opowiada Fedorowicz. — Gospodarze z wiosek często przychodzili do obozów, by je od Cyganów kupować. Zainscenizujemy więc taką scenę targów o konia.
Cyganie słynęli także ze swoich patelni. W piątek na plaży miejskiej można było zobaczyć, jak je robili cygańscy rzemieślnicy.
— Patelnia była duża i ciężka — opisuje Dało, cygański mistrz w wytwarzaniu patelni. — Proces jej wyrobu był pracochłonny. Wykucie patelni zajmowało około 1,5 godziny. Kolejne pól godziny zajmowała obróbka blachy, czyli moczenie jej w kwasie solnym i bielenie, czyli pokrywanie cyną. Dzięki temu do powierzchni nic nie przywierało. Potem taką patelnię można już było sprzedać w wiosce.
Kto zdecydował się odwiedzić cygański obóz, mógł spróbować przyrządzonego na ognisku gulaszu cygańskiego, dowiedzieć się od wróżki czegoś o swojej przyszłości albo za symboliczną cenę kupić cygańską spódnicę.
Dotacje na zorganizowanie imprezy Romowie dostali z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, które finansuje romskie projekty.
Mariusz Jaźwiński
m.jazwinski@gazetaolsztynska.pl
