Edukacja dzieci romskich jako priorytet Rządowego Programu Romskiego
Rzecz tym istotniejsza, że po przełomie 1989 r. organizacje mniejszości narodowych i etnicznych niejako „wyszły z podziemia” i mogły korzystać w pełni swobód obywatelskich w sposób już nieskrępowany dotychczasową „monoetniczną” polityką PRL. Czego efektem, naturalnie, było poszerzenie zakresu spraw i problemów mniejszości narodowych.
Stosunkowo szybko okazało się, że spośród 14 grup etnicznych uznanych przez państwo polskie za mniejszości narodowe lub etniczne najtrudniejsza jest sytuacja społeczności romskiej. Wspomniany przeze mnie wyżej rok 2000 jest o tyle istotny, że był to moment, kiedy Polska wciąż znajdowała się w przedpokoju Unii Europejskiej i jako kraj aplikujący poddawana była corocznej procedurze ocennej związanej ze stanem naszych przygotowań do pełnego uczestnictwa w strukturach UE. W każdym z dorocznych raportów Komisji Europejskiej pojawiała się „kwestia romska” jako jeden z tych elementów, które należy poprawić, jeśli Polska chce aspirować do miana państwa przestrzegającego praw człowieka.
Tu należy dodać, że owo kryterium ochrony praw człowieka – a do tego katalogu należą prawa mniejszości narodowych i etnicznych – jest jednym z kryteriów politycznych decydujących o przyjęciu (bądź nie- patrz casus Turcji) do wspólnoty Europejskiej.
Owa szczęśliwa koincydencja spowodowała, że państwo polskie zdecydowało się na przyjęcie specjalnego, wieloletniego programu pomocy społeczności romskiej w Polsce jako grupie defaworyzowanej, będącej przedmiotem bezpośredniej i pośredniej dyskryminacji i pozostającej w sytuacji społecznej, ekonomicznej oraz kulturowej zdecydowanie odbiegającej od standardów europejskich końca XX wieku.
Strategicznym celem Programu jest stworzenie warunków do pełnego uczestnictwa Romów w życiu społeczeństwa obywatelskiego. Oczywiście droga do tego daleka i wiedzie przez realizacji kilku pomniejszych celów. Jednak twórcy Programu (w tym niżej podpisana) zdecydowali, że jedyną skuteczną drogą do osiągnięcia owego ambitnego celu jest edukacja, która w związku z tym stała się priorytetem Programu. Jednak w zastanej sytuacji nie można było się oszukiwać i wierzyć, że samo wspieranie edukacji przyniesie nam pożądane skutki. Zatem ten priorytet został obudowany kilkoma innymi komponentami, których zadaniem było wspieranie procesu edukacji. Zatem w rezultacie Program składa się z następujących części: edukacji, zwalczania bezrobocia, poprawy sytuacji zdrowotnej, poprawy warunków mieszkaniowych, poprawy bezpieczeństwa i działań antydyskryminacycjnych, podtrzymywania kultury cygańskiej w Polsce, promowania społeczeństwa obywatelskiego wśród Romów oraz promowania wiedzy o Romach wśród społeczeństwa większościowego.
Jak się rzekło wyżej każdy z tych komponentów, będący celem samym w sobie, miał jednocześnie służyć zachęceniu rodziców romskich do posyłania swoich dzieci do szkoły, przekonania ich o tym, że dzisiejsza szkoła jest instytucją wolną od zjawisk, które ich pokolenie skutecznie odstręczyły od kontynuowania edukacji. Między nami mówiąc, liczyliśmy się nawet z tym, że potrzeba edukacji jest tak ważnym celem, że w imię tego warto nawet dopuścić do swoistego „przekupywania” rodziców romskich bonusami w rodzaju kolonii dla dzieci, badań lekarskich czy remontów mieszkań pod warunkiem przekonania ich do obowiązku szkolnego. Było to tym łatwiejsze do akceptacji, że trudno sobie wyobrazić sytuację, w której uczeń romski będzie miał właściwe warunki do nauki, jeśli w domu nie ma pieca, a w dwu izbach mieszka 12-osobowa wielopokoleniowa rodzina, z której kilku członków jest poważnie chorych.
Trzeba tu wspomnieć o pewnym kluczowym zjawisku, niewyobrażalnym dla przeciętnego Kowalskiego. Niezależnie od wielowiekowych zapóźnień polityki społecznej wobec Romów, powszechnej niechęci społecznej wobec tej grupy, która nie zachęcała do bliższych kontaktów czy zbliżeń obu tych światów, prawdą jest, że w kulturze tradycyjnych Romów edukacja nie jest autoteliczną wartością. Dla przeciętnej rodziny romskiej mądrym nie jest ten, kto skończył dobre studia, ale ten, kto jak najszybciej jest w stanie utrzymać swoją rodzinę (a rodziny cygańskie są liczne!). Taka postawa implikuje określone konsekwencje. Tu musze poczynić konieczne zastrzeżenie jako dyplomowany kulturoznawca – otóż nie ma kultury „lepszej” bądź „gorszej”, „postępowej” czy „zacofanej” – każda z kultur realizuje własny – czasem wspólny dla wielu, a czasem nie - katalog wartości –i błędem jest wartościowanie tego katalogu. Należy mieć na względzie fakt, że owe wartości kultury – jeśli nawet wspólne dla wielu (np. Polaków i Romów) - mogą mieć inny zakres znaczeniowy. Kultury nie są „lepsze” lub „gorsze”. Kultury są – po prostu. Może się okazać, że pewien katalog stałych wartości w zmienionych okolicznościach staje się pewnym obciążeniem, którego efektem jest petryfikacja kultury, a z czasem jej zejście ze sceny dziejów. Liczba kultur, o których wiemy, że były (i niewiele ponad to) jest duża, zaś zapewne jeszcze większa liczba kultur, które zniknęły bez śladu.
Kulturę romską spotkało pewne nieszczęście, którego skutki Romowie ponoszą do dziś, a winnych wskazać nie można Otóż tak się stało, że Romowie, przez wieki będący nomadami Europy, nagle, w latach ’60-tych ubiegłego stulecia zostali pozbawieni możliwości życia w taborach. Nie miejsce tu na ocenę takich wydarzeń – faktem jest, że ten PRL-owski ukaz spowodował załamanie się wielu tradycyjnych struktur regulujących życie tej społeczności. Wprawdzie rzecz miała miejsce bez mała pół wieku temu i w każdym innym przypadku inne kultury znalazłyby jakieś remedium na tę swoistą rewolucję. Jednak w przypadku Romów okazało się, że osiadły tryb życia spowodował ich jeszcze większą marginalizację i bezradność – obecnie dziedziczoną przez kolejna już pokolenie. Wydaje się, że taki stan rzeczy wynikał z faktu braku wśród Romów takiej warstwy społecznej, która w np. polskiej kulturze określana jest mianem inteligencji. A więc tej grupy, która w momentach trudnych dla narodu (przypomnijmy sobie okres zaborów lub demokratycznej opozycji w okresie PRL-u) staje się wyznacznikiem pewnych procesów, drogowskazem lub przekaźnikiem najważniejszych treści i prowadzi naród przez chwile trudne dla jego tożsamości. Otóż wśród Romów nie było takiej warstwy i o nie tylko z powodu prostego braku ludzi z wyższym wykształceniem, ale z powodu braku spoistości tej grupy.
Romowie wyłącznie dla gadziów (nie-Romów) są jednolitą grupą. W rzeczywistości jest to społeczność wielce rozdrobniona, zróżnicowana w sposób uchwytny jedynie dla „swoich” lub wnikliwych badaczy, a i to z pewnymi zastrzeżeniami. Słowem, nie ma Romów „w ogóle”: są rozmaite grupy, klany i rody o, wbrew pozorom, wcale nie kategorycznym poczuciu wspólnoty. Należy tu jednak dodać, że od końca lat 70–tych ubiegłego stulecia jesteśmy świadkami kształtowani się poczucia paneuropejskiej wspólnoty Romów, opartego przede wszystkim na powolnym przywracaniu do kolektywnej pamięci Europy „zapomnianego Holocaustu” (Romowie w równym z Żydami stopniu podpadały pod ustawy norymberskie), którego ofiarą stała się conajmniej połowa cygańskiej populacji Europy.
Drugim takim elementem, wokół którego ogniskuje się próba budowy wspólnej tożsamości Romów, jest powstawanie w różnych krajach europejskich (choć ten proces w Polsce jest u swego zarania) grupy bądź to inteligencji bądź to liderów organizacji romskich, którzy zabiegają o prawa Romów, lub wzorem innych organizacji pozarządowych, sami włączają się w działania społeczeństwa obywatelskiego.
Wracając jednak do edukacji – z powyższego jasno wynika, że mówiąc o edukacji musimy mieć na względzie: specyfikę kulturową tej grupy, jej wewnętrzne zróżnicowanie, oraz przyczyny obecnej pozycji Romów w Polsce. Wszak nie tylko w medycynie rzecz w tym, aby przed początkiem leczenia dobrze postawić diagnozę. Ja jednak będę zabiegać aby najpierw ci, od których zależy powodzenie Programu, a właściwie powodzenie przyszłych romskich pokoleń w Polsce – a więc nauczyciele, zechcieli zacząć edukacje dzieci romskich od samych siebie.
Z moich kilkuletnich doświadczeń z realizacji Programu wynika, że nauczyciele- także ta część autentycznie otwarta na dzieci romskie, w gruncie rzeczy nie sięgnęła po jakąkolwiek literaturę przedmiotu. Ba, nawet ci, którzy korzystają z Programu prowadząc zajęcia wyrównawcze lub inne dodatkowe zajęcia dla tych dzieci, nie zadali sobie trudu, aby zapoznać się z raptem 40-stronicowym tekstem Programu! Zatem przede wszystkim zachęcam do uważnej lektury Programu Polecam także sięgniecie po książkę znakomitego cyganologa, dyrektora Muzeum Regionalnego w Tarnowie, założyciela pierwszej (i na razie jedynej w Europie) stałej wystawy cyganologicznej, Adama Bartosza, którego książka „Nie bój się Cygana” została ostatnio wznowiona przez wydawnictwo Pogranicze. Tak uzbrojeni możecie Państwo przystąpić do skutecznej edukacji dzieci romskich.
