Cygański świat Dębickiego
Gazeta Wyborcza - Zielona Góra
Zielona Góra 07-11-11 DZ. / Nr 259
Cygański świat Dębickiego
Pod koniec roku ukaże się druga część autobiografii Edwarda Dębickiego „Ptak Umarłych II". Publikujemy fragmenty książki.
Edward Dębicki, honorowy obywatel Gorzowa, założyciel Terno i Romanę Dyvesa pięć lat temu wydał książkę „Ptak Umarłych". Opowiada o historii jego i jego rodziny, o wędrówkach taboru i o dawnych cygańskich czasach. Książka kończy się na wspomnieniach z zakończenia drugiej wojny światowej. W przygotowaniu jest kontynuacja książki od 1945 r. do dziś. Ma się ukazać jeszcze w tym roku. Do księgarń trafi prawdopodobnie w grudniu. Dzięki uprzejmości pisarza, „Gazeta" jako jedyna otrzymała jej fragmenty. Ten, który zamieszczamy na naszych łamach, opowiada o osiedleniu w Gorzowie i o tym, jak Edward Dębicki trafia do szkoły muzycznej. - Już wtedy wiedzieliśmy, że będziemy osiedlani, nasz tabor miał przecieki od Jerzego Ficowskiego. Ja jednak nie myślałem o tym, żyłem marzeniami o szkole - wspomina Edward Dębicki. Książka „Ptak Umarłych II" to opis życia Cyganów po drugiej wojnie światowej, problemów, z jakimi się borykali oraz dzisiejszego życia Dębickiego. - To nie tylko biografia moja i mojej rodziny. Jest świadectwem o prawdziwym życiu Cyganów - mówi autor.
No cyganiaszku
„...W1952 roku po raz kolejny przyjechaliśmy do Gorzowa. Rozłożyliśmy tabor na Zawarciu przy kanale, niedaleko mostu kolejowego. Nikt wówczas nie wiedział, że to już nasz ostatni tabor. W taborze żyliśmy szczęśliwi i radośni, chociaż nieraz dokuczał nam niedostatek. My do tego przywykliśmy. Nasza wolność była prawdziwa... Letnie miesiące już się kończyły, a starszyzna naradzała się, gdzie wybrać się na przetrwanie zimy. Ja cały czas marudziłem, że chcę się uczyć, w szkole, a nie tylko grać ze słuchu Jeżeli wy nie chcecie w Gorzowie zimować, to możecie jechać tam, gdzie chcą wszyscy. Ja zostanę w internacie - przekonywałem rodziców.
Edward Dębicki
Ojciec powiedział, że zostanie w Gorzowie, bo chce syna uczyć w szkole muzycznej. To podzieliło tabor. Niektórzy się zbuntowali i wyjechali do Nowej Soli i do Żar. My dostaliśmy mieszkanie w Gorzowie przy ul. Obrońców Stalingradu. Ojciec zapisał mnie na prywatne lekcje. Zima miała się ku końcowi i już nas nagliło do wędrowania Pewnego dnia nastąpiło dla mnie wielkie święto, moje marzenie się spełniło. Ojciec zapisał mnie do szkoły muzycznej. Dyrektor zapytał ojca, czy będę chodził do szkoły, bo jak wiadomo z nastaniem wiosny Cyganów trzeba szukać w lesie. Ojciec zapewnił, że będę chodził do szkoły. W czasie wakacji będą wędrówki, ale do rozpoczęcia roku szkolnego zdążymy wrócić. Kiedy pojawiłem się na egzaminie wstępnym, byłem przestraszony i stremowany, dodając sobie otuchy, pamiętając, że jestem Cyganem, a Cygan musi być odważny. - No Cyganiaszku, przyjęliśmy cię do naszej szkoły, tylko ucz się dobrze i nie spraw zawodu - usłyszałem od komisji. Z radości wybiegłem na ulicę, w domu ze szczegółami opowiedziałem o przyjęciu. Ojciec głowił się, skąd wziąć pieniądze na instrument W końcu z mamą uzgodnili, że sprzedadzą konia i kupią akordeon, a wiosną jakoś sobie dadzą radę. Konie więc ojciec sprzedał i kupił mi akordeon. W szkole przydzielono mnie do działu młodzieżowego.
Akordeon kupiłem
Pierwsza lekcja nie była dla mnie przyjemna, wręcz upokarzająca. Pani profesor zaczęła wyczytywać nazwiska i kiedy doszła do mojego, zapytała: - To ten sławny Cygan w naszej szkole? Wszyscy o tobie mówią. Wstałem i zaczerwieniłem się i pomyślałem, że jeżeli tak ma wyglądać ta moja wymarzona szkoła, to ja dziękuję. Wolę żyć w przyrodzie, która mnie nie obraża i poniża. - Ja nie wiem, na czym polega ta moja sława. - Widzisz Edziu, ty jesteś Cyganem i po raz pierwszy w naszej szkole jest ktoś taki. - To dobrze czy źle?
- zapytałem. - Dobrze, nie obrażaj się - odpowiedziała. Wszyscy patrzyli na mnie i coś tam poszeptywali.
Zrozumiałem, że po raz pierwszy siedzą w jednej klasie z Cyganem. - Teraz wam przedstawię Edwarda Dębickiego - ciągnęła upokarzająco pani profesor - przed wojną nazywał się Krzyżanowski. Jak wiecie, bardzo wielu Cyganów zginęło w obozach i gettach. Edziu jest dzieckiem wojny. Będzie się z nami uczył przez 5 lat. Czy boicie się Cyganów? - zapytała na koniec. Do domu wracałem jak zbity pies. Moje wyobrażenie o szkole było zupełnie inne. Myślałem, że będę miał kolegów, a tu ode mnie stronią. Ojciec widząc moją kwaśną minę, zapytał: - Jak tam w szkole? Opowiedziałem, że wolę chodzić na prywatne lekcje. - Co ty pleciesz? Konia sprzedałem, akordeon ci kupiłem. A ty nie chcesz się uczyć - denerwował się tata. - Chcę, ale w szkole jestem obcy i wszyscy mnie wyśmiewają! - A co ty myślałeś, że na rękach będą cię nosić? Przecież wiesz, jak traktują Cyganów w Polsce. Nie zważaj na nich, tylko skup się na muzyce i udowodnij im, że jesteś wartościowym człowiekiem - mówił ojciec.
Wróciłem do szkoły. Po upływie pół roku wszystko się zmieniło. Miałem kolegów, koleżanki i byłem lubiany przez nauczycieli. Powstał taki program dla najzdolniejszych uczniów, polegający na przyspieszeniu przerabiania programu, w którym w rok przerabiało się dwie klasy i tak w przeciągu trzech lat skończyłem pięcioletnią szkołę muzyczną".© i
Paula Rola
