Romowie.info - Cygan co w tym złego

Cygan co w tym złego

Gazeta Wyborcza
Warszawa 16-06-2009 DZ. / Nr 139

Cygan co w tym złego
Bożena Aksamit


Gdy wspinałam się po raz pierwszy na piętro przedwojennej czynszówki - opowiada Marta - stanęło mi przed oczami dziecięce wspomnienie z wakacji: plac za miastem, tabory i śniadzi ludzie. Budzili ciekawość, ale rodzice szybko zamienili ją w lęk. Gdy pukam do odrapanych drzwi, o Cyganach wiem tyle co każdy w PRL-u siłą zmuszono ich, by zrezygnowali z życia koczowników. Kobiety wróżą, sprzedają kołdry i perfumy po domach, faceci, którzy do niedawna naprawiali kotły i patelnie, dziś robią „interesy". Dzieci nie chcą się uczyć, rodzice zamiast do szkoły posyłają je na żebry.
Martę muszę długo namawiać, aby zgodziła się opowiedzieć o dziesięciu miesiącach, które spędziła w romskim domu. - Co w rym niezwykłego? - broni się. - Czuję się, jakbym ich zdradzała.
Przekonałam ją, że swoją opowieścią pomoże zwalczyć stereotyp. Dla znakomitej większości Polaków Rom to brudas i złodziej.
Gdy pukałam pierwszy raz
- Pani Marto, nie mam dla pani etatu, ale jak przez rok będzie pani uczyć dwójkę Romów, to za rok coś się znajdzie - tak mi powiedział dyrektor latem zeszłego roku.
-I co?
- Poszłam, chciałam być nauczycielką. Na pierwszej lekcji, gdy wychodziłam do łazienki, zastanawiałam się, czy nie zabrać ze sobą torebki. Teraz się tego wstydzę, ale wtedy myślałam: A co tam, mam niewiele kasy, nawet jak mi skubną - przeżyję. Nic nie zginęło, było mi głupio.
-Jacy są?
- Cyganie? Kapitalni, ale niech nikt nie ma złudzeń, że marzą o naszym życiu. W swoim są szczęśliwi.
- Te młode kobiety w przejściach podziemnych, które tulą niemowlaki, proponując wróżby?
- Kobiety handlują albo wróżą, ale nasze wróżki też wciskają kit za pieniądze. Zamiast oceniać, lepiej przyjąć Cyganów takimi, jacy są. Nie musimy ich lubić, zresztą im na tym nie zależy, ale przyzwoicie byłoby ich zaakceptować. W końcu w Polsce jest zaledwie 30 tys. Cyganów. Na prawie 40 milionów Polaków
- Trudno zaakceptować brudne, żebrzące maluchy.
- Te obdartusy na ulicach to nie są Polacy. To Rumuni Cyganie się ich boją, bo nie mają żadnych zasad. Polski Cygan, który zaniedbuje dzieci lub
- nie daj Boże - chce, aby zarabiały na rodzinę, jest karany przez króla i starszych.
Dziś już to wiem, ale gdy pukałam po raz pierwszy do odrapanych drzwi, byłam święcie przekonana, że wyląduję wśród zalatujących dymem kobierców, krzyku niemowlaków i stada starych bab, z których każda będzie chciała mi powróżyć. Każde kolejne spotkanie obalało mity.
- Dlaczego mówisz Cyganie, a nie Romowie?
- Cygan? A co w tym złego.
Pierwszy mit: brudasy
- Nabieram powietrza i pukam. W brzuchu wiatrak: Czy mnie zaakceptują? Czy dam radę?
Otwiera Ramona, mama Marko i Jaelli. Ojciec w „pracy". Nigdy nie dowiedziałam się, co robi. - Dzień dobry
- uśmiecha się. - Dzieci, pani przyszła!
Ramona ma 35 lat, ale wygląda na 50. Lat dodaje ciemne ubranie, długa marszczona spódnica - kilogramów. Jak wszystkie zamężne Cyganki musi mieć długie włosy, nie może odsłaniać nóg i się malować na co dzień. Gdy trzeba pokazać się przed krewnymi, pojawiają się mieniące tęczą kolory i kilogramy złota.
- Gdy obejrzałam wideo z komunii, zrozumiałam dlaczego. Dużo trudu trzeba, by wyróżnić się z tłumu. Do stołów zasiada kilkuset gości - opowiada Marta. - Ale za pierwszym razem zwróciłam uwagę na porządek. Byłam zaskoczona, że u Cyganów jest tak czysto. Zerknęłam do kuchni, a tam glanc, można jeść z podłogi.
Cygan?
A co w tym złego
Aby on zdał prawo jazdy i liczyć umiał,jej wystarczy byle co. Ona i tak będzie zajmować się domem. Gdy szłam uczyć dzieci Ramony, miałam wrażenie, że przekraczam próg równoległego świata
Dla zamożniejszych Romów synonimem dobrobytu jest samochód i zadbany dom. Skórzane kanapy, wielki telewizor, kafelki na ścianach i mikrofala. U Ramony są gładkie beżowe ściany, sypialnia w stylu Ludwika XVI, na ścianach Matka Boska, Jezus i Święta Rodzina. Nie wymieniła okien, grzeje piecami kaflowymi i farelką, ale co pół roku maluje, bo jest jej brudno.
U sąsiadów nie jest tak ładnie - w robotniczej dzielnicy zbudowanej na obrzeżach Gdańska na początku XX wieku zostali ci, którym w życiu się nie powiodło. W latach 80. pasły się tu jeszcze krowy, a ludzie hodowali w małych szopach świnie. Gdy nieopodal pobudowali bloki, na niejednym balkonie lokatorzy trzymali kury.
Cyganie nie mieszkają w blokach, zajmują lokale socjalne w starych czynszówkach. Większość dawno pogubiła tynki, a w sklepach, które przed laty należały do kupców i rzeźników, usadowiły się małe spożywczaki i lumpeksy.
Drugi mit: dzieci
Marko i Jaella, gdy trafili do Marty, byli promowani do czwartej klasy. Jaella miała 13 lat, Marko był o rok młodszy. Ramona poprosiła szkołę o indywidualne nauczanie, bo chłopiec bał się chodzić do szkoły.
Czego się bał? - Zaczęło się, gdy małe „gadzie" szydziły z Jaelli. Dzieciom z bloków trudno było znieść ostry makijaż, kolorowe spódnice, kolczyki i złote szpilki. Brat bronił honoru siostry, doszło do bójki. Ojciec pobitego chłopca przyszedł do szkoły i wymierzył sprawiedliwość - stłukł Marko.
W cygańskich domach nie ma bicia, najostrzejszy środek wychowawczy to krzyk. Dzieciaki są rozpieszczane, całowane, przytulane. Gdy Cyganka czuje, że jej dziecku dzieje się krzywda, potrafi przyjść do szkoły i narobić takiego wrzasku, że mury się trzęsą.
Marta: - Miałam 12 godzin w tygodniu spędzać u nich w domu i robić program czwartej klasy, ale okazało się, że dzieci są analfabetami. Znały litery, ale nie potrafiły ich poskładać do kupy. Powolutku, słowo po słowie, zaczęliśmy czytanie. Ja ich uczyłam polskiego, one mnie romskiego.
- Zaakceptowali cię?
- Tak. Bo miesiącu potrafiłam się przywitać, a oni przeczytać pierwsze zdania. Ramona specjalnie dla mnie kupowała rozpuszczalną kawę, wiedziała, że nie piję sypanej. Wszyscy byli bardzo uprzejmi, grzeczni, ale nie zmniejszało to dystansu.
Marko długo nie mógł załapać, jak się litery składa do kupy. Siostra była sprawniejsza, ale to chłopiec miał umieć pisać i czytać. Romom nie zależy, żeby dziewczynki cokolwiek umiary. Ich przeznaczeniem jest dom.
- Pani - powiedziała mi kiedyś Ramona - aby on nauczył się ryle, żeby zdać prawo jazdy i liczyć umiał, jej wystarczy byle co, ona i tak będzie zajmować się mężem i dziećmi.
- Phi, po co ci to? - szydziła innym razem bratanica Ramony. - Po co się uczyć? My też mamy indywidualne i nikt nie przychodzi. I dobrze!

Partnerzy:

Prom
MSWiA
DUW
UKF
JCU
CIRS