Zawód - asystent edukacji romskiej
Kiedy kilka lat temu, na początku 2000 r. pracownicy nowopowołanego w strukturach MSWiA Wydziału Mniejszości Narodowych – w tym niżej podpisana - zasiadali do konstruowania Programu na rzecz społeczności romskiej w Polsce wiedzieli o pewnym eksperymencie edukacyjnym, realizowanym w Czechach i na Słowacji. Polegał on na wprowadzeniu do szkół osób pochodzenia romskiego, które towarzyszą nauczycielom i uczniom podczas zajęć w charakterze asystenta - osoby, która stawała się swego rodzaju tłumaczem dla obu stron.
Owo tłumaczenie polegało nie tylko na dosłownym wyjaśnianiu niezrozumianych przez małych Romów słów nauczyciela, ale także na wyjaśnianiu temu ostatniemu różnic kulturowych, wywołujących określone konsekwencje w procesie edukacyjnym Zatem owo tłumaczenie nie mogło się ograniczać wyłącznie do terenu szkoły i godzin lekcyjnych, ale musiało włączyć w ten proces dom ucznia. Asystentami zostały osoby posiadające wyższe wykształcenie, w tym także pedagogiczne, które razem z nauczycielem prowadziły zajęcia, w jakiejś mierze także w języku romskim. Ze względu na powodzenie tego eksperymentu w tamtych krajach zdecydowano się na powielenie tego modelu także w Polsce.
Jaka była nasza pozycja wyjściowa? W przeciwieństwie do naszych sąsiadów zza południowej granicy nie dysponowaliśmy Romami posiadającymi wyższe wykształcenie pedagogiczne, ani nawet Romami posiadającymi jakiekolwiek wykształcenie wykraczające poza ukończoną szkołę podstawową Trzeba było sobie zatem odpowiedzieć na pytanie, czego oczekujemy od asystenta romskiego – w praktyce od osoby nieprzygotowanej do nauczania. Jasnym było jednak, że bez asystenta - swego rodzaju protezy - nie ma szans na rzeczywiste uczynienie edukacji społeczności romskiej faktycznym priorytetem Programu – naszą najlepszą, długofalową inwestycją - z niezłą stopą zysku w przyszłości!
Po wstępnych konsultacjach z liderami środowisk romskich na terenie Małopolski, którzy od dłuższego czasu zabiegali o wprowadzenie asystenta do polskich szkół, uznano, że pomysł wart jest ryzyka.
Kim zatem stał się asystent? Oczekiwano, że będzie to osoba wyłoniona przez lokalne środowiska romskie, znająca dobrze uczniów, ich szkolne i domowe problemy, niebojąca się wyzwania i ewentualnej presji ze strony samych Romów, a także rozumiejąca potrzebę edukacji. Z względu na niski poziom wykształcenia wśród Romów w Polsce uznano, że mogą to być osoby z ukończoną podstawówką, choć oczywiście szukano Romów z nieco wyższym poziomem wykształcenia. Uznano, że podstawowym obowiązkiem asystenta będzie pilnowanie frekwencji dzieci romskich w szkole i oddziaływanie na rodziców romskich w celu systematycznego posyłania dzieci do szkoły przez cały rok szkolny, a nie tylko w sezonie zimowym, co często miało miejsce do tej pory. Kolejnym obowiązkiem będzie obserwowanie edukacji dzieci i wyławianie ewentualnych tematów wymagających powtórzenia, ponownego wytłumaczenia podczas zajęć wyrównawczych. W zakres pracy asystenta wchodzi także praca z dzieckiem w świetlicy szkolnej – towarzyszenie mu przy odrabianiu lekcji i sygnalizowanie problemów nauczycielom poszczególnych przedmiotów. Pomóc temu miało także wprowadzenie dodatkowych zajęć wyrównawczych dla uczniów romskich, finansowanych równolegle z Programu, przede wszystkim z języka polskiego, ale także z innych przedmiotów i dopilnowanie, aby dzieci brały w nich udział. Dzięki pracy asystenta możliwe stało się także monitorowanie stanu wyposażenia uczniów romskich w komplet podręczników i przyborów szkolnych. Nie można też nie zwrócić uwagi na fakt, że obecność asystenta romskiego powinna także powściągać obecne w szkołach przejawy tzw. miękkiej dyskryminacji wobec uczniów narodowości romskiej, zdarzające się ze strony zarówno nauczycieli i innych pracowników szkoły jak i polskich rówieśników.
Słowem, asystent romski stał się prawdziwym „naszym człowiekiem” w szkole. „Naszym” – romskim, rozumiejącym język, mentalność i strach przed światem „gadziów” , ale także „naszym” – państwowym, rozumiejącym potrzebę i cele Programu, a mówiąc precyzyjniej - rozumiejącym potrzebę edukacji dzieci romskich. Na problemy nie trzeba było długo czekać, choć uczciwie należy powiedzieć, że kłopoty te nie miały ani skali ani zasięgu, jakiego się obawialiśmy jako twórcy Programu.
Przede wszystkim na podstawowe pytanie czy Romowie zechcą uczestniczyć w tym procesie jako asystenci edukacji romskiej odpowiedź była pozytywna. Choć zdarzyły się miejsca – np. wrocławski Brochów – gdzie lokalna społeczność przez kilka miesięcy nie była w stanie wygenerować z siebie kandydata, który odpowiadałby wszystkim. Jak zawsze: gdzie dwóch się bije.. skorzystała na tym polska góralka, wychowująca się w środowisku polsko-cygańskim na Podhalu, znająca mentalność Romów, w związku z tym będąca w stanie nawiązać dobry kontakt z rodzicami romskimi. Ten przypadek, kiedy asystentem edukacji romskiej został nie-Rom był odosobniony, ale roczna praca polskiej asystentki edukacji romskiej przyniosła pierwsze osiągnięcia. W innych miejscowościach sporadycznie zdarzało się kwestionowanie kompetencji wybranych asystentów. Przypuszczać jednak należy, że w dużej mierze dały tu znać o sobie zadawnione urazy, nie mające wiele wspólnego z krytyką kwalifikacji asystentów do pracy z dziećmi, a raczej z zazdrością o stałe zatrudnienie i pensję.
Dzięki sporej determinacji zarówno władz lokalnych jak i osób zatrudnionych jako asystenci doszliśmy na terenie województwa dolnośląskiego do 10... etatów asystentów edukacji romskiej (1Wrocław, 1 Legnica, 3 Wałbrzych, 1 Kowary,1 Lubań, 1 Świebodzice, 1 Bystrzyca Kłodzka, 1 Głogów; dane z roku szk. 2005/2006).
Kolejnym problemem była obawa przed niechęcią środowiska nauczycielskiego do pomysłu wprowadzenia asystenta do szkoły. Nie da się ukryć, że potrzeba wprowadzenia takiej osoby do polskiego systemu oświaty wystawia nie najlepsze świadectwo temu systemowi. Obawiano się zatem torpedowania przez nauczycieli współpracy z asystentami jako widocznymi znakami niewydolności pedagogicznej. Aby jednak nie obarczać nauczycieli odpowiedzialnością za brak pewnych umiejętności, koniecznych do pracy z Romami, należy w tym miejscu wskazać na brak w procesie przygotowania zawodowego elementów edukacji wielokulturowej, brak narzędzi do pracy w środowisku zróżnicowanym kulturowo, wreszcie brak jakiejkolwiek wiedzy o mniejszościach narodowych i etnicznych w Polsce. Posługiwanie się standardowymi narzędziami pedagogicznymi w przypadku odmienności kulturowej Romów skazane jest często (choć nie zawsze) na porażkę i potęgowanie wzajemnej niechęci między nauczycielami a uczniami. Musze tu dodać, że poza jednym przypadkiem braku sukcesu we współpracy szkoły z asystentem dotychczas nie zdarzył się żaden poważniejszy konflikt - co nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że wszystko układa się modelowo.
Wydaje się, że dla każdego nauczyciela, dla którego wykonywany zawód nie jest tylko sposobem zarabiania pieniędzy, pojawienie się asystenta romskiego może być prawdziwym błogosławieństwem. Przy pomocy asystenta można bowiem dużo szybciej wyjaśnić, na czym polegają problemy ucznia romskiego: czy biorą się z niedostatecznej znajomości języka polskiego czy z problemów domowych, strachu etc. Pamiętajmy przy tym, że poważnym źródłem problemów edukacyjnych jest fakt, że językiem ojczystym uczniów romskich jest język romani, zatem nawet posługiwanie się przez nich językiem polskim nie oznacza, że jego znajomość jest porównywalna z polskimi rówieśnikami. Jeśli przy tym dzieci romskie pozbawione są przygotowania przedszkolnego (a dotychczas były w 100 procentach), do tego dochodzi inny sposób wychowania – mniej restrykcyjny - łatwo domyślić się, z jakim problemem nauczyciel musi się nagle zmierzyć. W praktyce najczęściej nauczyciel staje przed tymi problemami bez znajomości realiów cygańskiego świata. Jeśli do tego dodamy, ze Romowie są grupą niemal wyłącznie negatywnie stereotypizowaną – a nauczyciele nie są wolni od stereotypów – łatwo tu o nieszczęście.
Dla podkreślenia wagi tego problemu chcę podkreślić – to nie asystent edukacji romskiej jest rękojmią sukcesu Programu w dziedzinie edukacji - a dobra współpraca nauczycieli poszczególnych przedmiotów, wychowawcy oraz pedagogów szkolnych z asystentem: codzienna, mozolna, niepozbawiona konfliktów, ale dążąca do jednego celu – do otwarcia tym dzieciom drogi do gimnazjów, szkół średnich i na studia. Statystka edukacyjna dolnośląskich Romów, choć lepsza niż kilka lat temu, nadal jest dramatyczna – na 4,5 tys. populacji romskiej na Dolnym Śląsku w szkołach podstawowych jest ok. ... uczniów, w gimnazjach ..., na poziomie szkolnictwa średniego, studiuje zaś 5 osób, z czego w szkołach specjalnych znajduje się ..... % uczniów.
Od 2004 r. trwa realizacja Programu na terenie Dolnego Śląska. Największa ilość środków została przeznaczona na działania edukacyjne: przede wszystkim zajęcia wyrównawcze, zapewnienie dzieciom podręczników i przyborów szkolnych, na pierwsze w życiu wyjazdy kolonijne, na edukacje nieformalną w świetlicach środowiskowych i na finansowanie etatów asystentów romskich oraz nauczycieli wspomagających. Fakt, że edukację uczyniono najważniejszym zadaniem programu nie zwalnia nas z konieczności uporania się z innymi bolączkami życia Romów: chorobami, trapiącymi to środowisko w olbrzymim stopniu, fatalnymi warunkami mieszkaniowymi, 100% niemal bezrobociem etc. W związku z tym podjęto starania, aby potrzeby edukacyjne były finansowane w przeważającej mierze ze środków zwiększonej subwencji oświatowej, która ma tę przewagę nad Programem, że jest stałym mechanizmem budżetowym. Stosunkowo szybko udało się doprowadzić do podniesienia tzw. wagi, przeznaczonej m.in. na uczniów romskich do wysokości początkowo 100 %, w obecnym roku budżetowym do wys. 150 % . Ta wysokość dofinansowania potrzeb edukacyjnych dzieci romskich jest z pewnością wystarczająca. Pod warunkiem wszakże, że samorządy nie zechcą tych środków wykorzystać na inne cele. Niestety, niekiedy dzieci romskie nie są tym, co samorządy lubią najbardziej.
Przyzwyczajenie do ciągłego narzekania nie zauważamy czasem, że został wykonany pierwszy bardzo ważny krok – nasze działania: czasem nieco partyzanckie, niekiedy opierające się wyłącznie na głębokim przekonaniu, że jesteśmy skazania na sukces, bo innego wyjścia nie ma (jeśli nie chcemy w przyszłości obserwować scen jak z podparyskich przedmieść z listopada 2005 r.) powoli stają się częścią systemu oświaty, a co najważniejsze częścią finansowania systemu oświaty. Dobre doświadczenia z pracy asystentów pozwoliły skutecznie zabiegać o włączenie asystenta edukacji romskiej do listy oficjalnych zawodów w Polsce (od 2005 r.) , pozwoliły na włączenie go do finansowania ze środków zwiększonej subwencji oświatowej, z której to nauczyciele mogą finansować także swoje dodatkowe zajęcia – i te wyrównawcze, i swoje autorskie pomysły, których celem ma być przekonanie uczniów romskich, że tylko edukacji otworzy im okno na świat, i te zmierzające do podtrzymania tożsamości kulturowej uczniów romskich.
Naturalnie, asystenci, ze względu na swoje mizerne wykształcenie wymagają szkoleń. Takie szkolenia zrealizowano już kilkukrotnie ze środków bądź Programu, bądź środków UE, a także innych fundacji. Na Dolnym Śląsku od początku realizacji Programu w 2004 r. założono ambitny plan corocznego organizowania szkolenia dla dolnośląskich asystentów. Celem tych szkoleń jest integracja tego środowiska, stworzenie forum wymiany doświadczeń po roku pracy, sygnalizowanie pojawiających się problemów, poszerzanie ogólnej wiedzy i kompetencji asystentów, a także wspólna praca z nauczycielami. Szczególnie cenny okazał się nasz, dolnośląski, pomysł wspólnej pracy nauczycieli i asystentów, bez dzielenia na grupy, jak to miało miejsce podczas innych szkoleń. Poza treningiem do wspólnej pracy pozwoliło to obu stronom, czasem w niezwykle burzliwy sposób, poznać wzajemne obawy.
Zbyt wcześnie na dokonanie oceny zysków z pracy asystenta. Wydaje się jednak, że z pewnością możemy mówić o poprawie frekwencji, o większym zaangażowaniu rodziców w edukację, o nieco lepszych ocenach dzieci, a nade wszystko o poprawieniu ich poczucia bezpieczeństwa w obcej, by nie powiedzieć – wrogiej, instytucji szkoły W roku 2004 Romskie Stowarzyszenie Oświatowe Harangos opracowało Raport, zawierający m.in. uwagi na temat pracy asystentów w Małopolsce (gdzie Program był realizowany pilotażowo w latach 2001 - 2003) . Choć Raport, z różnych przyczyn, nie do końca jest reprezentatywny, jednak można w nim znaleźć cenne uwagi. Na podstawie przeprowadzonych wywiadów stwierdzono, że wybór na nauczyciela wspomagającego często ma charakter przypadkowy, ale z czasem osoby te w dużym stopniu angażują się w pomoc dzieciom romskim i starają się poznać kulturę romską. W Raporcie znajdują się także uwagi sygnalizujące wypowiedzi o charakterze rasistowskim wśród nauczycieli, a jednocześnie pojawia się także sygnał o niebezpiecznej tendencji w szkole, przypominającej całkiem niedawne zaprzeczenia dyrekcji oraz nauczycieli szkół dotyczących obecności narkotyków w szkołach. Wszyscy ankietowani nauczyciele i dyrektorzy twierdzą, że w ich szkołach nie ma zjawisk świadczących o jakiejkolwiek formie dyskryminacji . Asystenci są odmiennego zdania, wskazując m.in. brak integracji między dziećmi polskimi i romskimi. Skłonna jestem przypuszczać, że te wypowiedzi pedagogów mają raczej charakter życzeniowy, a niedostrzeganie, bagatelizowanie lub ukrywanie zjawiska „miękkiej” dyskryminacji nie poprawia zaufania do szkoły wśród dzieci i rodziców romskich.
Asystenci utrzymują, że w miarę upływu czasu zmienia się podejście nauczycieli do dzieci romskich – stają się bardziej uważni na ich potrzeby i deficyty edukacyjne. Warto też zauważyć, że asystent często ma większą moc wyegzekwowania dyscypliny wśród uczniów romskich niż nauczyciel – jako starszy , a więc bezwzględnie wymagający szacunku, przedstawiciel własnej społeczności. Jednak sukces asystenta zależy w dużej mierze od tego, jakie miejsce zajmuje w szkolnej hierarchii - jeśli rzeczywiście współpraca odbywa się na – tout proportions gardee- zasadach partnerskich, stosunkowo szybko widać efekty, a asystenci zazwyczaj jeszcze bardziej sumiennie starają się wywiązać ze swoich obowiązków. Jeśli jednak asystent jest złem koniecznym - narzuconym z zewnątrz przez urząd, a jego pozycja lokuje się gdzieś między gońcem a konserwatorem, degraduje to w oczach szkolnej wspólnoty nie tylko asystenta, ale i romskich rówieśników, a co za tym idzie – całą społeczność Romów.
Na podstawie dotychczasowych doświadczeń wydaje się jednak, że pomysł wprowadzenia asystentów romskich do szkół, uregulowanie prawne i finansowe tego zawodu było jedną z najbardziej udanych inicjatyw Programu. Na wyniki pracy asystentów przyjdzie nam poczekać - jeśli jedna generacja dzieci romskich trafi do szkół ponadpodstawowych, ogólnokształcących, a część z nich dalej na uczelnie wyższe – asystenta edukacji romskiej będzie można skreślić z listy zawodów w Polsce.
autor: Małgorzata Różycka
